Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We wtorek ok. godz. 22 matka dziecka wezwała pogotowie do mieszkania przy ul. Osiedlowej w Kostrzynie nad Odrą. Kobieta przekonywała lekarzy, że urazy głowy u 10-miesięcznego synka powstały w wyniku upadku z kanapy. Lekarze pogotowia szybko przewieźli dziecko do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim.

Lekarz wzywa policję

Chłopczyk trafił na oddział chirurgii dziecięcej - ustaliła "Wyborcza". Tam wykonano szereg badań.

 - Dziecko zostało przyjęte w stanie ogólnym dobrym i w takim jest też obecnie. Badanie rezonansem magnetycznym wykazało pęknięcie czaszki. Nie było konieczności przeprowadzenia operacji. Chłopiec jest przytomny - informuje Agnieszka Wiśniewska z gorzowskiego szpitala.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że na nóżkach małego dziecka odkryto ślady, które mogą (ale nie muszą) świadczyć o przypalaniu papierosami...

– W środę o godz. 8.40 ordynator tego oddziału powiadomił gorzowskich policjantów o podejrzeniu stosowania przemocy wobec dziecka – mówi „Wyborczej” komisarz Marcin Maludy, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim.

Policjanci szybko przystąpili do akcji. – Po chwili na terenie szpitala zatrzymano 23-letnią matkę dziecka. Około południa w jednym z mieszkań w Kostrzynie nad Odrą zatrzymano 34-letniego partnera kobiety, który jest jednocześnie ojcem dziecka – informuje Maludy.

Oboje podczas zatrzymania byli trzeźwi.

Były trzy interwencje...

Wiadomo, że ok. 1,5 roku temu para wróciła do Polski z Wielkiej Brytanii, gdy kobieta dowiedziała się, że jest w ciąży.

– Dla tej rodziny nie było wszczętej procedury Niebieskiej Karty. W ostatnich miesiącach w tym mieszkaniu policjanci interweniowali trzy razy, było to związane z zakłóceniem ładu i porządku – przekazuje rzecznik policji.

Szybko wdrożono też procedury w sądzie rodzinnym. Pomoc społeczna złożyła wniosek o zakaz wydawania dziecka rodzicom i ustalenie opieki do czasu wyjaśnienia sprawy.

Na razie 34-latek i 23-latka czekają na przesłuchanie. Policja prowadzi intensywne śledztwo w tej sprawie. Przesłuchuje świadków - członków rodziny, znajomych i sąsiadów.

- Słychać było wielki huk, dziecko płakało. To wygląda po prostu na wypadek. Oni często robili imprezy, ale nie słyszeliśmy, żeby dziecku działa się jakaś krzywda - opowiadają mi sąsiedzi.

34-latek był w przeszłości karany za posiadanie narkotyków.

Siałkowski pisze z sądu - zobacz moją stronę na Facebooku

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.