Rewelacyjnym wykonaniem "Exodusu" Wojciecha Kilara, ale też kompozycji Henryka Mikołaja Góreckiego i Mikołaja Góreckiego, Henryka Warsa, Macieja Małeckiego i Johna Corigliano rozpoczął się V Festiwal Muzyki Współczesnej w Filharmonii Gorzowskiej.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Właściwie dla porządku należałoby zacząć relację z tego niezwykłego koncertu od początku. Jednak każdy, kto był na rozpoczęciu piątej edycji Festiwalu Muzyki Współczesnej z pewnością do tej pory jest pod wrażeniem rewelacyjnego wykonania „Exodusu” – kompozycji samego patrona festiwalu. A ten utwór wybrzmiał własnie na koniec koncertu.

Uporczywie powtarzany motyw żydowskiej pieśni religijnej, włączanie się kolejnych instrumentów i dojmujące crescendo, jakby nie tylko obrazowały stopniowe zbliżanie się Narodu Wybranego, ale wręcz w swego rodzaju transie wciągało słuchacza w te rzesze uciekające z „domu niewoli” i wreszcie w finałowym momencie z udziałem Poznańskiego Chóru Kameralnego w ekstazie sławiące chałę Jahwe. Nic dziwnego, że po wybrzmieniu ostatnich dźwięków publiczność zgotowała długą owację na stojąco.

Brawa należały się jednak nie tylko za „Exodus”. To był naprawdę urzekający wieczór. Maestra Monika Wolińska, dyrektor artystyczny festiwalu podzieliła koncert na dwie wyraźne części: pierwsza, nieco luźniejsza, bardziej „rozrywkowa”, druga poważna, kontemplacyjna. Tak, aby nic nie przyćmiło końcowego intelektualnego zauroczenia.

Idźmy więc znów od końca. Przed „Exodusem” była okazja usłyszeć ciekawy muzyczny dialog ojca i syna. Najpierw „Dwa postludia tristanowskie i chorał” Henryka Mikołaja Góreckiego, potem „Nokturn na orkiestrę” jego syna Mikołaja, mieszkającego obecnie w USA. Wyciszone, spokojne chwilami leniwie ciągnięte tematy, łagodnie pogrążają w medytacji, a trzecia chorałowa część, niby jakaś harmoniczna wieczorna modlitwa unosi w przestrzenie transcendencji.

Utwór ten odnalazł już po śmierci kompozytora jego syn Mikołaj i dokonał orkiestracji, a światowa premiera miała miejsce w październiku zeszłego roku podczas Festiwalu Tansmana w Warszawie. W wykonaniu Orkiestry Filharmonii Gorzowskiej usłyszeliśmy więc jedno z pierwszych interpretacji tego utworu.

Mikołaj Górecki swój „Nokturn” natomiast napisał w kilka miesięcy po śmierci ojca i jemu zadedykował. Mogliśmy się przekonać wyraźnie, jak koresponduje z twórczością Henryka Mikołaja, jak do niej nawiązuje, a jednocześnie wyczuć indywidualny styl kompozytora z młodszego pokolenia.

Mikołaj Górecki maluje muzyką elegijny nastrój nocnego pejzażu, ciszy, ukojenia, spoczynku, ale w środkowej części daje też poznać inna stronę nocy: być może chmur przesłaniających gwiazdy, burzy, walki, jaką toczą w przyrodzie nocne drapieżniki? A może nocne hulanki, w rytmie i harmonii ludowych melodii? Niemniej w ostatniej części wraca znów cisza, spokój i słodka harmonia.

A co podano na pierwszą część muzycznego wieczoru? Tu zacznijmy od samego początku. John Corigliano i Promenade Overture. To coś w rodzaju „Pożegnalnej” Haydna ? rebours. W utworze Haydna muzycy na finał stopniowo wychodzą, a „ostatni gasi światło”. W Promenade Overture dyrygent zrazu jest niemal sam na scenie i prowadzi jedynie sekcję perkusji,. To ważne, bo wybijają rytm marszowy dla wkraczających kolejno innych instrumentów. I tak do ostatniego muzyka – nawet jeśli spóźniony tubista zrobi niemal slapstikowe entrée dopiero pod koniec uwertury – aby zakończyć porywającym „tutti”

Po takim wejściu gorzowscy filharmonicy zaprosili do walca, „Walca koncertowego” Macieja Małeckiego, kompozytora również muzyki filmowej i rozrywkowej, nota bene męża znanej aktorki Anny Seniuk. Nic więc dziwnego, że ten uroczy walc, melodyjny, acz o zmiennych nastrojach, wydaje się być idealną ilustracją do jakiejś filmowej fabuły.

Filmowych akcentów nie może bowiem zabraknąć na tym festiwalu. Wszak jego patron był jednym z wybitnych twórców muzyki filmowej. Dlatego na poprzednich edycjach słyszeliśmy utwory Wojciecha Kilara, Michała Lorenca, Jana A.P. Kaczmarka. Tym razem filmowym bohaterem, choć w „klasycznym” repertuarze był słynny Henryk Wars. Legenda polskiej piosenki przedwojennej, piszący hity znane z ówczesnych kinowych przebojów. Po wojnie Wars zdążył zrobić jeszcze karierę w Hollywood, a jego piosenki śpiewali Bing Crosby czy Doris Day. Kompozytor pisał również tzw. muzykę poważną. I właśnie jego „Koncert fortepianowy” zagrał Marek Żebrowski, polski pianista i kompozytor mieszkający w Los Angeles, dyrektor Polish Music Center przy University of Southern California. To jemu wdowa po kompozytorze przekazała znalezione w latach 90. notatki Henryka Warsa, w tym m.in. nuty koncertu z jego poprawkami i taka też wersję pianista zaprezentował w Gorzowie.

„Koncert fortepianowy” Warsa łączy w sobie cechy świetnie skonstruowanego utworu o błyskotliwej partii solową i barwnej orkiestracji z polotem i swadą prawdziwej muzyki filmowej. Publiczność domagała się bisu? Marek Żebrowski zaprezentował więc solo inny utwór „znaleziony w garażu”, dowcipny kawałek rewiowy. Ale zagrał też na bis, razem z orkiestrą temat słynnego przeboju „Miłość ci wszystko wybaczy”. Dyrygowała, jak przez cały wieczór Monika Wolińska. Biorąc pod uwagę to, że Maestra powoli żegna się już z gorzowską filharmonią – tytuł znamienny. Jaka miłość? Miłość do muzyki oczywiście.

– I jak tu nie kochać muzyki współczesnej – stwierdziła na koniec wieczoru. Pełna zgoda.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem