Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - obserwuj moją stronę na Facebooku

Dramat rozegrał się 25 czerwca 2014 roku. Wtedy Łukasz Ś. spotkał się ze swoją dziewczyną Justyną po raz ostatni. Opowiadał przed sądem (z uśmiechem na ustach!), że się zdenerwował i dlatego zaczął bić 24-latkę młotkiem po głowie. Ciało dziewczyny porzucił w krzakach. Odnaleziono je po siedmiu miesiącach.

W tym czasie Ś. starał się zmylić trop – do rodziny Justyny wysyłał SMS-y z telefonu komórkowego, który zabrał z jej torebki. Ukradł też kartę płatniczą, z konta wybrał 2 tys. zł – miał za to cztery dodatkowe zarzuty kradzieży.

Niespełna rok temu gorzowski sąd okręgowy nie miał żadnych wątpliwości co do winy Łukasza Ś. i skazał go na karę dożywotniego więzienia. Zastrzegł przy tym, że Ś. będzie mógł wyjść na wolność dopiero po 30 latach. Sąd pozbawił go także praw publicznych.

Proces apelacyjny przed Sądem Apelacyjnym w Szczecinie rozpoczął się w lutym. Ś. oznajmił podczas rozprawy, że przypomniał sobie, gdzie zakopał młotek, którym zabił swoją partnerkę. Policja szukała narzędzia, nieskutecznie.

W środę poznaliśmy prawomocny wyrok w tej sprawie. Sąd nie zmienił wymiaru kary (utrzymał dożywocie), ale – zgodnie z sugestią sulęcińskiej prokuratury – zmienił kwalifikację prawną czynu. Łukasza Ś. skazano za zabójstwo w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie.

Proces był niejawny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.