Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - zobacz moją stronę na Facebooku

Gdy w 2014 roku zmieniły się władze klubu MKP Słowianka, nowy prezes Przemysław Wilant zlecił dogłębną analizę finansów organizacji. Prowadzony przez kilka miesięcy audyt prywatnej firmy wykazał szereg nieprawidłowości w klubie w latach 2010-2014.

Afera na jeden zarzut

Działacze zawiadomili prokuraturę. Podejrzewali, że poprzednia ekipa mogła się dopuścić przestępstw nadużycia uprawnień, a nawet przywłaszczenia pieniędzy klubowych. Te wątki ostatecznie upadły w prokuratorskim śledztwie.

Ostał się jeden zarzut – nierzetelnego prowadzenia księgowości (art. 77 pkt. 1 Ustawy o rachunkowości). Słowem: w papierach klubu był olbrzymi bałagan. Prokuratura oskarżyła o to 57-letniego Krzysztofa S., trenera i ówczesnego wiceprezesa ds. sportowych w klubie MKP Słowianka, 55-letniego prezesa klubu Rafała B. oraz 54-letniego skarbnika i członka zarządu Jarosława B. W myśl klubowego statutu za wszystko odpowiadał zarząd.

Krzysztof S. przyznał się do winy. Był świadomy bałaganu, ale – jak zaznaczał – zajmował się sprawami sportowymi. W marcu sąd orzekł o jego winie, ale go nie skazał (warunkowo umorzył postępowanie karne na rok próby). S. musi zapłacić 5 tys. zł nawiązki na rzecz funduszu postpenitencjarnego.

Urodziny w sądzie

Rafał B. i Jarosław B. od początku nie przyznają się do winy. Proces w gorzowskim sądzie rejonowym rozpoczął się w poniedziałek, w dniu ich... urodzin.

Obaj wyjaśniali, że w zarządzie klubu działali społecznie, na co dzień bardziej zajęci byli prowadzeniem własnych firm. – W klubie na etacie zatrudniony był dyrektor, była też umowa-zlecenie z księgową. To oni odpowiadali za bieżące finanse i sprawy organizacyjne w klubie – przekonywał oskarżony Rafał B. Zaznaczał, że bardziej był sponsorem, niż prezesem. Co ciekawe, dziś nadal działa w zarządzie klubu (jest wiceprezesem), który przecież zgłosił tę sprawę do prokuratury...

Jarosław B. przekonywał z kolei, że skarbnikiem był „tylko z nazwy”. – Nie rozumiem zarzutu. Spraw finansowych pilnowała księgowa, a nad nią była komisja rewizyjna. To ona miała za zadanie kontrolować wszystkie sprawozdania finansowe klubu. Nie przypominam sobie, aby podczas mojej kadencji [2010-2014 – red.] komisja wskazywała na jakiekolwiek nieprawidłowości w prowadzeniu finansów. Ja nie jestem ekonomistą, z wykształcenia jestem nauczycielem WF. Gdybym wiedział o nieprawidłowościach, to bym zareagował – mówił były członek zarządu MKP Słowianka.

Kolejny termin rozprawy – 29 maja.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.