Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

68-letnia Linda H. to lekarka z bogatą przeszłością i nietuzinkowymi epizodami. Przez kilkanaście miesięcy przyjmowała w ambulatorium nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej mieszczącym się w przychodni przy ul. Piłsudskiego w Gorzowie. Straciła pracę pod koniec stycznia.

Czarę goryczy przelał natłok skarg, które w tamtym okresie trafiły do dyrekcji gorzowskiego pogotowia. Jedna z pacjentek poszła dalej i zgłosiła sprawę w prokuraturze.

Lindzie H. nie przedstawiono zarzutów. Dziś postępowanie jest prowadzone w sprawie, a chodzi o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W zawiadomieniu napisano, że zgon Henryka K., pacjenta Lindy H., mógł nastąpić wskutek złej diagnozy lekarskiej (we wrześniu 2015 r.). Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim.

Wiadomo, że ponad dwa miesiące temu kobieta wyjechała z Gorzowa i miała szukać zawodowego szczęścia w innym mieście.

Przychodzi policjant do apteki

W piątek 7 kwietnia Linda H. została zatrzymana przez policjantów wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Powiatowej Policji w Głogowie (woj. dolnośląskie).

Wpadła na „gorącym uczynku” w jednej z tamtejszych aptek w momencie, gdy kupowała (na receptę) silnie działający narkotyczny lek przeciwbólowy z grupy opioidów. – Zwróciła na siebie uwagę farmaceuty między innymi tym, że ilość przepisywanego na receptę leku tego typu, standardowo jest znacznie mniejsza od tej ilości jaką przepisała w recepcie – wyjaśnia podinspektor Bogdan Kaleta z głogowskiej policji.

Szerzej o okolicznościach zatrzymania informuje prokuratura. - Podczas pierwszej wizyty w aptece podejrzana zapytała o lekarstwo, którego nie było i które apteka miała sprowadzić. Wątpliwości farmaceuty wzbudziło, że Linda H. wypisała receptę w aptece oraz, że na recepcie widniała placówka medyczna z Gorzowa Wielkopolskiego. Z apteki zadzwoniono więc do widniejącej na recepcie placówki medycznej w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie uzyskano informację, że Linda H. już tam nie pracuje. W związku z tym farmaceuta zawiadomił o tym zdarzeniu Komendę Powiatową Policji w Głogowie. Wezwani policjanci czekali na Lindę H., która przyszła ponownie do apteki, by odebrać
zamówione lekarstwo - opowiada "Wyborczej" prokurator Lidia Tkaczyszyn, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Powinna oddać recepty

Linda H. jest lekarzem (dziś nigdzie nie pracuje) i ma uprawnienia do wystawiania recept - tu nie ma wątpliwości. Sęk w tym, że wykorzystała druki i pieczątkę, których nie powinna już używać. Były na nich dane gorzowskiej przychodni, z której odeszła pod koniec stycznia.

Kobieta usłyszała zarzut z art. 271 kodeksu karnego - dotyczy poświadczenia nieprawdy na dwóch receptach. Grozi za to kara do pięciu lat więzienia.

Linda H. przyznała się do winy. Złożyła wyjaśnienia. Prokurator nie wnioskował o areszt. Nie zastosowano wobec niej także innych środków zapobiegawczych (o charakterze wolnościowym). Po przesłuchaniu została zwolniona do domu. 

Nieoficjalnie wiadomo, że śledczy będą badać teraz kilka wątków. Niewykluczone bowiem, że H. mogła realizować recepty w kilku innych aptekach. Dziś nie wiadomo, ile recept zostało wystawionych i dla kogo. W tym przypadku 68-latka przekonywała, że leki wypisała dla siebie i dla męża. Na tym etapie śledztwa nie można wykluczyć, że silne leki (będące substytutami narkotyków) mogły trafiać na czarny rynek. Postępowanie w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Głogowie.

Siałkowski pisze z sądu - zobacz moją stronę na Facebooku!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.