Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szczecińska prokuratura oskarżyła Jacka Wójcickiego o nadużycie uprawnień w obrocie gospodarczym (art. 296 kodeksu karnego). Grozi mu za to do ośmiu lat więzienia.

Śledczy przekonują, że ówczesny wójt Deszczna, nadzorując inwestycję z udziałem funduszy unijnych, „nie zabezpieczył gminy przed obowiązkiem zapłaty dwukrotnie tej samej należności za wykonane prace” przy budowie wodociągu w Prądocinie – w ten sposób gmina miała ponieść szkodę w wysokości 579 tys. zł. Wójcicki zapłacił generalnemu wykonawcy, a kasa trafiła do komornika, bo firma Tensor miała już problemy finansowe. Zdaniem prokuratury, pieniądze te gmina powinna zapłacić podwykonawcy (firma Bud-System), który faktycznie pracował na budowie wodociągu.

Wójcicki do winy się nie przyznaje. W sądzie był tylko raz, na początku procesu (w październiku ub. roku), wtedy złożył wyjaśnienia. Opowiadał, że firma Bud-System nie miała statusu podwykonawcy mianowanego (nominowanego). Dlatego po konsultacji z Marcinem Kurczyną, radcą prawnym gminy, podjął decyzję o przekazaniu pieniędzy na konto generalnego wykonawcy (było zajęte przez komornika). Podwykonawca wygrał później proces cywilny i odzyskał należne mu pieniądze (stąd – zdaniem prokuratury – szkoda gminy).

Dlaczego mecenas Kurczyna zasugerował właśnie takie rozwiązanie, tego nie wiemy. Środowych zeznań radcy prawnego urzędu z Deszczna dziennikarze wysłuchać nie mogli. Sąd zwolnił go z tajemnicy radcowskiej i w ślad za tym wyłączył również jawność rozprawy.

Wcześniej (również w charakterze świadków) zeznawali przedstawiciele firm, które przed laty budowały wodociąg w Prądocinie. Zarówno Piotr N. (członek zarządu firmy Tensor), jak i Tomasz W. (właściciel firmy Bud-System) przekonywali, że gmina wiedziała o tym, że na budowie pracuje tylko podwykonawca („zaakceptowała tę firmę”), a zwycięzca przetargu rozlicza się z nim ryczałtowo i potrąca sobie marżę. Warto w tym miejscu zauważyć, że umowa pomiędzy gminą a generalnym wykonawcą nie była ryczałtowa.

– Wójt Wójcicki wielokrotnie osobiście uczestniczył w radach budowy. Gdy było już wiadomo, że generalny wykonawca ma problemy finansowe, doszło do spotkania z urzędnikami. W mojej ocenie konkluzja po tym spotkaniu była taka, że jesteśmy prawidłowo zgłoszonym podwykonawcą – mówił w sądzie podwykonawca Tomasz W. – Te pieniądze, które gmina zapłaciła wtedy wykonawcy, należały się nam. Gmina nie spytała się nas, czy jako podwykonawca dostaliśmy pieniądze od generalnego wykonawcy. Na tym polegał błąd.

Z kolei przedstawiciel generalnego wykonawcy na dużą część pytań odpowiadał „nie wiem” lub „nie pamiętam”. Nawet na pytanie o... liczbę pracowników firmy.

W sprawie zarzuty ma też Zbigniew T., szef referatu inwestycji w gminie. Prokuratura oskarżyła go o przekroczenie uprawnień i poświadczenie nieprawdy w dokumentach.

Kolejna rozprawa – 31 maja.

Siałkowski pisze z sądu - zapraszam na moją stronę

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.