Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przy błysku fleszy, z udziałem parlamentarzystów, polityków i biskupa podpisano akt erekcyjny ośrodka radioterapii, który powstanie do końca przyszłego roku przy gorzowskim szpitalu.

Chociaż konkretne działania, inżynieria finansowa i szczęśliwy finał zabiegów o radioterapię w Gorzowie to dzieło polityków, zarządu województwa i kierownictwa szpitala, to jednak właśnie pan Bronek był „cichym bohaterem”. Dokładnie pięć lat temu zaapelował o budowę ośrodka i zebrał 7,5 tys. podpisów. – Razem z żoną, która przechodziła chorobę nowotworową, pomyśleliśmy, że warto coś takiego stworzyć. Zwróciłem się do Hanny Kaup o wsparcie medialne i od tego się zaczęło. Stworzyliśmy wspólnie petycję w sprawie budowy ośrodka. I dzisiaj jest zwieńczenie. Czuję radość i satysfakcję – mówi Bronisław Mierzwa. – Żona przechodziła chemię w Gorzowie, ale na radioterapię musiała jeździć przez wiele tygodni do Szczecina. Zawoziłem w poniedziałek, odbierałem w piątek. To dezorganizowało codzienne życie. A przede wszystkim osoba chora na nowotwór zostawała sama. oczywiście pod opieką lekarzy i pielęgniarek, ale bez bezpośredniego wsparcia bliskich, które jest niesłychanie ważne – opowiada.

Władze województwa – początkowo sceptyczne wobec pomysłu, bo w Lubuskiem jest już jeden ośrodek radioterapii – wkrótce uznały, że faktycznie jest potrzeba poprawy dostępności do leczenia. I od tej pory konsekwentnie dążyły do tej inwestycji.

Dlaczego tak długo to trwało? – To niezwykle trudny proces. Najpierw wpisanie do strategii promocji ochrony zdrowia, wpisanie do mapy potrzeb medycznych, merytoryczne udokumentowanie, że ta dostępność jest utrudniona, najgorsza w Polsce. I wreszcie montaż finansowy. Nie można było zacząć wcześniej w szpitalu zadłużonym na 270 mln zł. Spółka w oddłużonym szpitalu działa już trzy lata i udowodniła, że dobrze prowadzi działalność, choć niektórzy krakali o degradacji szpitala. Najważniejszą inwestycją po oddłużeniu była budowa bazy pogotowia lotniczego, nowoczesny SOR. Trzeba było o to powalczyć, bo helikopter kosztuje 30 mln zł a powstały tylko cztery nowe bazy w kraju – tłumaczy marszałek Elżbieta Anna Polak.

Kiedy przyszła pora na ośrodek radioterapii, samorząd wojewódzki oczywiście zabezpieczył pieniądze na ten cel. 21,6 mln zł pochodzi z Regionalnego Programu Operacyjnego, projekt sfinansowała sama spółka, a tuż przed podpisaniem aktu erekcyjnego popisano również umowę i przekazaniu z budżetu województwa kolejnych 8 mln zł na wkład własny.

To wszystko wystarczy na budowę obiektu. Pojawiły się natomiast problemy z finansowaniem wyposażenia, czyli dwóch akceleratorów do naświetlań.

„Radioterapia jest jedną z ważnych metod leczenia nowotworów. Polega na napromienianiu przy pomocy akceleratora zmian nowotworowych. Jestem niezmiernie usatysfakcjonowany, że województwo lubuskie zyska nowe miejsce do walki z chorobą nowotworową. Nowoczesny sprzęt pozwoli maksymalnie oszczędzić zdrowe tkanki zminimalizować odczyny popromienne...” – napisał w liście gratulacyjnym minister Konstanty Radziwiłł. Tyle tylko, że ten sprzęt miał być sfinansowany z rządowego Narodowego Programu Walki z Chorobami Nowotworowymi. A warunki konkursu zmieniono tak, że szpital nie będzie mógł się o te pieniądze ubiegać. Dostaną je tylko istniejące ośrodki, na wymianę starego sprzętu.

– Nie wyobrażam sobie, aby tych pieniędzy nie było. Ogłasza się konkurs na wyposażenie dla obiektów które już działają. A co z nowymi? Trzeba być konsekwentnym. Skoro ośrodek został wpisany na mapę potrzeb, to znaczy, że musi działać z wyposażeniem. Będziemy o to zabiegać – mówi marszałek Polak.

Minister Elżbieta Rafalska rozmawiała już o tym w resorcie zdrowia, również z ministrem Radziwiłłem. – W tym roku z programu finansowana jest wyłącznie wymiana akceleratorów, które mają 10-letni okres użytkowania. Zasady konkursu nie zostaną zmienione, choć interweniowaliśmy i taki wariant był rozważany. Możliwe jest jednak obecnie finansowanie sprzętu ze środków unijnych i taki program jest dopracowywany w ministerstwie. Z drugiej strony na pewno w 2018 r. będzie szansa dofinansować sprzęt dla nowego ośrodka również z narodowego programu – zapewniła.

Budowa ośrodka radioterapii potrwa do lipca przyszłego roku. Wyposażenie i testy zajmą kolejne miesiące, a pierwszych pacjentów przyjmie w grudniu 2018 r. W ośrodku będzie 25 łóżek, a także 26 miejsc w hostelu. Całość ma kosztować ok. 60 mln zł.

Akt erekcyjny, pod którym podpisali się parlamentarzyści, władze województwa, miasta, zarząd szpitala jest swego rodzaju zobowiązaniem, że by pilnować, aby tej inwestycji nic nie zagroziło i doszła do szczęśliwego końca.

Swoją deklarację we właściwy sobie sposób złożył senator Władysław Komarnicki. – Znałem pańskiego ojca, współpracowaliśmy, jak zakładał formę. Był bardzo wymagający i bardzo skuteczny – przypomniał zwracając się do Jarosława Szczupaka, prezesa firmy Alstal. – Ja ci obiecuję synu, że dopilnuję tej inwestycji, bo się na tym trochę znam i będę często odwiedzał budowę – stwierdził senator, niegdyś prezes firmy budowlanej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.