Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Telewizja TTV przyjechała z telewizyjnym show „Uwaga po Uwadze” do Ściechowa, małej wioski koło Gorzowa Wielkopolskiego. Stamtąd pochodzi 29-letnia Justyna K. To właśnie ona była główną bohaterką poniedziałkowego programu.

Kobieta jest matką dwuletniej Hani, która w ciężkim stanie wciąż przebywa w gorzowskim szpitalu. Gdy trafiła tam w środę wieczorem, była nieprzytomna, miała poważny uraz czaszki, stłuczone płuca i „bardzo liczne sińce na różnym etapie ewolucji, na nogach i rękach, brzuchu i czole”. – Nie chce mi się wierzyć, że matka mogła tego nie widzieć. A jeśli widziała to jest dla mnie niezrozumiałe, że matka nic nie chciała z tym dalej robić – mówiła w wywiadzie dla TTV Sybilla Brzozowska-Mańkowska, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Gorzowie.

To dość zaskakujące, że Justyna K. w takim momencie zdecydowała się na występ w programie na żywo. Telewizja schowała ją w czarnym busie, do którego ok. godz. 21 wszedł prowadzący program.

– Czy pani kocha swoją córeczkę? – zapytał. – Kocham – odpowiedziała Justyna K. Jej twarzy widzowie nie zobaczyli. Siedziała tyłem do kamery.

– Zdrowa, wesoła, wszędzie jej było pełno. Żywe dziecko – mówiła o Hani. Na pytanie prowadzącego, czy to było niechciane dziecko, nie odpowiedziała. Wiadomo, że jej obecny partner Kamil K. nie jest biologicznym ojcem Hani, jest za to ojcem Oliwii, starszej córki Justyny K.

Czy ojczym był agresywny w stosunku do Hani? – zapytał prowadzący.

– Przy mnie no to tylko krzyczał i dawał klapsy. Żeby uderzył, to nie – mówiła Justyna K.

Prowadzący ciągnął dalej: – Dlaczego był agresywny wobec dwulatki?

– No bo po prostu on był agresywny w ogóle. On był za bardzo nerwowy.

A czy panią bił?

– Też. Wielokrotnie – odpowiadała kobieta. Przed setkami tysięcy widzów wyznała, że nie jest już w ciąży (taką informację opublikowała na Facebooku na początku marca). Dziecko miała stracić wskutek tego, że była bita.

Jak pani może wierzyć w to, że ten człowiek nie skrzywdził pani córki? Uwierzyła pani mu, że córka wypadła z wózka – konstatował prowadzący. – Po tym wszystkim już nie – skontrowała Justyna K.

Z tego co mówią lekarze wygląda na to, że Hania była maltretowana – nie dawał za wygraną prowadzący program.

– To były takie malutkie siniaczki. Ona biegała. Nieraz jak upadnie czy coś to zawsze dziecko ma tego siniaka – tłumaczyła Justyna K.

Czy pani wierzy w to, co pani teraz mówi? Chyba się pani oszukuje. Pani dziecko zostało skatowane prawie na śmierć – grzmiał prowadzący.

Justyna K. tylko westchnęła.

Prowadzący: Jak mogła pani na to pozwalać? Jak mogła pani tego nie widzieć?

– Dusiłam to wszystko w sobie. Bałam się komukolwiek powiedzieć o tym – mówiła matka Hani.

Nie ma pani sobie nic do zarzucenia?

– Mam, że nic z tym nie zrobiłam.

Na koniec programu Justyna K. powiedziała, że Hania otworzyła oczy, a lekarz „kazał być dobrej myśli”.

Kamil K. po przesłuchaniu w gorzowskiej prokuraturzeKamil K. po przesłuchaniu w gorzowskiej prokuraturze FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

Gorzowska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie znęcania się nad dwuletnią Hanią. Dwa zarzuty usłyszał 26-letni Kamil K., partner Justyny K. To spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu małoletniego dziecka, w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. Zdaniem śledczych, stało się to wskutek pobicia – uderzenia w głowę. Prokurator przedstawił Kamilowi K. także zarzut fizycznego i psychicznego znęcania się nad dwuletnią dziewczynką. Z ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna miał znęcać się nad dzieckiem od 20 listopada ub. roku.

Justyna K. nie usłyszała zarzutów, w tej sprawie była przesłuchiwana w charakterze świadka.

CZYTAJ TEŻ: Była partnerka Kamila K.: "Nigdy nie podniósł ręki na nasze dzieci"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.