Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - obserwuj moją stronę na Facebooku

W piątek 26-letni Kamil K. trafił do aresztu pod zarzutem spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (wskutek silnego uderzenia w głowę) dwuletniego dziecka swojej partnerki Justyny K. Prokuratura przedstawiła mu także zarzut fizycznego i psychicznego znęcania się nad małą dziewczynką. Miał to robić co najmniej od listopada ub. roku. To prokuratorska wersja tego, co w ostatnich miesiącach działo się w tej rodzinie.

Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia.

Wiedza i tajemnica

K. nie przyznał się do winy w zakresie czynów, które mu zarzucono.

Kamil K. po przesłuchaniu w gorzowskiej prokuraturzeKamil K. po przesłuchaniu w gorzowskiej prokuraturze FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

Na tym etapie prokuratura nie chce ujawnić, co dokładnie powiedział Kamil K. Składał wyjaśnienia jako ostatni. Wcześniej śledczy musieli sformułować zarzuty tak, by przedstawić mu je na początku przesłuchania. Dopiero po tym K. mógł opowiedzieć swoją wersję wydarzeń, która będzie teraz weryfikowana i przede wszystkim konfrontowana z tym, co powiedziała matka dwuletniej Hani.

29-letnia Justyna K. jest w ciąży (ojcem jest Kamil). Nie przedstawiono jej żadnych zarzutów. W sprawie została przesłuchana w charakterze świadka z uprzedzeniem (art. 183 kpk). A to oznacza, że mogła „uchylić się od odpowiedzi na pytanie, jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić ją na odpowiedzialność za przestępstwo”. To ważna wskazówka. Mogła również nie odpowiadać na pytania, które naraziłyby osobę najbliższą na konflikt z prawem. Nie znamy jeszcze treści jej zeznań, ale nie można wykluczyć, że obciążają one Kamila K. Nie wiadomo, co podczas przesłuchania w sądzie powiedziała sześcioletnia córka Justyny.

Mówi o tym całe miasto

O sprawie głośno jest od czwartku, gdy wyszło na jaw, że do gorzowskiego szpitala trafiła nieprzytomna dwuletnia dziewczynka „z poważnym urazem czaszki, stłuczonymi płucami i siniakami na całym ciele”. Pisaliśmy o tym tutaj.

Od tego czasu gorąco jest także w mediach społecznościowych. Ludzie dziwią się, dlaczego zarzutów nie ma matka dziecka, bo „przecież musiała o tym wiedzieć”. Od tego, co myślimy i przeczuwamy, do przedstawienia konkretnych zarzutów jest daleka droga. Śledczy jednak nie wykluczają, że w tej sprawie więcej osób usłyszy zarzuty.

To dopiero początek śledztwa. – W takim momencie trzeba przede wszystkim zabezpieczyć dalszy bieg postępowania. Zarzuty stawia się tam, gdzie jest duże prawdopodobieństwo co do popełnienia czynów. Każda taka sprawa jest otwarta, może pójść w innym kierunku niż się początkowo zakłada – mówi mi nieoficjalnie jeden z doświadczonych prokuratorów.

Na tym etapie wiadomo, że w środę wieczorem dwuletnią Hanią opiekował się Kamil K. Tylko on był z nią w domu, gdy wypadła z wózka (to wersja przedstawiona lekarzowi z karetki pogotowia). Justyna K. była wtedy na zakupach ze starszą córką. Co dokładnie się stało, wie więc tylko Kamil K. Znamienne może być tu słowo „przepraszam”, które pada w jego ostatnim wpisie na Facebooku, chwilę przed zatrzymaniem w środę wieczorem.

„Nigdy dziecka nie uderzył”

Dziś opinia publiczna dość stanowczo wypowiada się na temat winy Kamila K. Ale w dyskusję w mediach społecznościowych – co raczej jest rzadko spotykane – mocno angażują się bliscy podejrzanego 26-latka. Bronią go szwagier i znajomi z pracy.

„Wyborcza” dotarła do byłej partnerki Kamila K. Mężczyzna jest ojcem dwójki jej dzieci. Byli razem przez trzy lata, do czerwca 2015 r.

– Dla naszego syna był dobry, córka go nie zna. Ale z całą stanowczością mogę powiedzieć: nigdy naszego dziecka nie uderzył – przyznaje kobieta. Prosi, by nie podawać jej imienia w gazecie.

Ostatnio Kamil K. nie interesował się ich dziećmi, w ub. roku wrócił do Justyny K., jego młodzieńczej miłości. – Ostatni raz rozmawialiśmy w styczniu – opowiada była partnerka K.

Kobieta nie wierzy w to, że Kamil K. znęcał się nad Hanią. – Opowiadał mi kiedyś, że ta starsza córka Justyny boi się policji. Opowiadał, że miała siniaki. Podejrzewał, że to Justyna mogła ją bić. Nigdzie tego jednak nie zgłosił. Ale pamiętam, że sam z siebie mi wtedy powiedział, że „nigdy ręki by nie podniósł na własne dziecko”. Wiele razy mówił, że przez Justynę zaczął pić... Ale był z nią...

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.