Rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, 5 tys. zł grzywny i dwuletni zakaz zajmowania stanowiska lekarza-orzecznika ZUS - to kara dla Ewy B., lekarki z Gorzowa, która wyłudziła z NFZ ponad 200 tys. zł. W prokuratorskim postępowaniu przedstawiono jest 1624 zarzuty!
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - wejdź na moją stronę na Facebooku

Ewa B., 50-letnia lekarz-nefrolog, prowadzi dziś gabinet na gorzowskim osiedlu Piaski. Zaległość wobec Narodowego Funduszu Zdrowia spłaciła już w całości, razem z odsetkami. W tej kwestii jest czysta. Ale kary, za przestępczy proceder (tak to nazwał sędzia) z przeszłości, nie uniknęła.

NFZ zorientował się po kilku latach

Zaczęło się w 2008 r., ale pani doktor rozkręciła się na dobre dwa lata później. W sumie oszukiwała do 2014 r. To ustalenia gorzowskiej prokuratury, która przedstawiła kobiecie w sumie 1624 zarzuty. Śledczych zawiadomił NFZ po kontroli świadczeń.

– Ewa B. wykorzystała dane osobowe pacjentów przyjmowanych w prywatnym gabinecie i dane osób ubiegających się o świadczenia ZUS, do których miała dostęp. Na postawie tych danych do dokumentacji wpisała świadczenia, których nie udzieliła. Później przedstawiła ją w zielonogórskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia. W ten sposób wyłudziła z NFZ ponad 200 tys. zł – to przestępstwo oszustwa [art. 286 kodeksu karnego – red.]. Robiła to w okresie, gdy była lekarzem-orzecznikiem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W tej części mówimy dodatkowo o przekroczeniu uprawnień z art. 231 kodeksu karnego – mówi „Wyborczej” autor aktu oskarżenia, prokurator Andrzej Bogacz, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Prokurator Andrzej Bogacz
Prokurator Andrzej Bogacz  FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

Lekarka w pułapce

Ewa B. przyznała się do winy i składała obszerne wyjaśnienia. Podczas pierwszego przesłuchania w prokuraturze w maju ub. roku podkreślała, że „zależy jej, aby ten proces skrócić”. Wyraziła wolę dobrowolnego poddania się karze. Była przesłuchiwana w sumie dwa razy – ostatnio w grudniu ub. roku, tuż przed zamknięciem prokuratorskiego śledztwa.

– Wpadłam w pułapkę – opowiadała lekarka z Gorzowa. – Zdałam egzamin z nefrologii i wystąpiłam do NFZ o kontrakt. Fundusz nakazał mi stworzenie nowego gabinetu. Wzięłam duży kredyt na adaptację lokalu. Po otwarciu gabinetu okazało się, że koszty są większe od dochodów.

Przyznała, że po roku funkcjonowania nowego gabinetu zaczęła poszukiwać rozwiązania. Z pomocą przyszedł kolega. Dzięki niemu została lekarzem-orzecznikiem ZUS. Skorzystała z okazji... – Część pacjentów przychodziło do mnie po receptę. Uważałam, że jeśli służę poradą, to mogę także i ją rozliczyć w NFZ. Wiem, że źle zrobiłam, że było to niezgodne z prawem. Dziś wiem, że było to niepotrzebne. Bardzo tego żałuję – wyjaśniała w prokuraturze.

Zarzuty przedstawiono jej na podstawie dokumentacji z NFZ i po przesłuchaniu świadków – „pacjentów” Ewy B. – Nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkich osób, moje zachowanie było mechaniczne – podkreślała szczerze.

Adwokat Paweł Majka z Gorzowa, obrońca Ewy B. złożył wniosek o skazanie lekarki bez procesu.

Adwokat Paweł Majka, obrońca Ewy B.
Adwokat Paweł Majka, obrońca Ewy B.  FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

Przychylił się do niego prokurator Bogacz – zaproponował karę roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, 5 tys. zł grzywny i dwuletni zakaz zajmowania stanowiska lekarza-orzecznika ZUS.

Kara „dostatecznie surowa”

Sędzia Sylwester Kusiński z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim przyznał, że konsensualne zakończenie tej sprawy to dobre rozwiązanie. – Rozprawa w normalnym trybie trwałaby pewnie dwa lata, a poruszalibyśmy podczas niej kwestie, które byłyby – cytując klasyka – oczywistą oczywistością – argumentował sędzia Kusiński.

Po ponad czterech godzinach, we wtorek po godz. 14, sąd ogłosił wyrok zgodny z wcześniejszymi wnioskami stron. – Taka kara jest dostatecznie surowa i spełni swoje cele. Zarówno jeśli chodzi o indywidualne oddziaływanie na sprawcę, jak i też społecznego oddziaływania kary, czyli kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa – uzasadniał gorzowski sędzia. Wyrok jest w zawieszeniu, bo „rzadko zdarza się, by oskarżony naprawił szkodę przed wydaniem wyroku”.

Sędzia Sylwester Kusiński z Sądu Rejonowego w Gorzowie
Sędzia Sylwester Kusiński z Sądu Rejonowego w Gorzowie  FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

Sama sentencja wyroku zajęła... ponad 300 stron maszynopisu czcionką „10”. Sędzia odczytał to w formie skróconej – grupując zarzuty w dwa osobne „ciągi przestępstw”. Zajęło mu to... ponad 20 minut.

Ewy B. nie było we wtorek w gorzowskim sądzie.

Wyrok nie jest prawomocny, ale z uwagi na postawę procesową prokuratury i obrońcy oskarżonej można przypuszczać, że nie będzie apelacji.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Pamiętam sprawę kolegi listonosza sprzed 15-20 lat. Chciał kupić żonie pierścionek na 8 marca i nie wypłacił pani przekazu na 70 zł, tylko wziął pieniądze. Pani przyszła na pocztę, zrobiła awanturę i choć pieniądze jakoś tam już były (oddał) dostał 3 lata w zawiasach. Dobrze być lekarzem w Polsce.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Ktoś ukradł (kobieta) 200 tys. zł z kasy publicznej i dostaje wyrok w zawiasach? Gdyby ta Pani naprawiła szkodę i zwróciła te pieniądze to nawet można byłoby odstąpić do kary, ale tutaj nic takiego nie występuje...
    @andrzej2310 Przeczytaj pierwszy akapit...ze zrozumieniem
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @andrzej2310 To dałeś dpy. Oddała, ale ty nie próbuj kraść nawet 100 zł, bo pójdziesz siedzieć nawet jeśli oddasz.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0