Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - zapraszam na moją stronę

W sądach w okręgu gorzowskim doszło do 46 mediacji – wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości za pierwsze półrocze 2016 r. W tym samym okresie w Zielonej Górze i okolicach w ten sposób zakończyły się 73 sprawy. W samym Elblągu było 166 mediacji, czyli znacznie więcej niż w obu lubuskich stolicach razem! Inne porównywalne miasta i regiony? Koszalin – 196, Opole – 232...

Na liście mediatorów stałych dla gorzowskiego sądu okręgowego jeszcze w pierwszej połowie lutego było dwóch mediatorów! Dziś jest pięciu. W Zielonej Górze nie lepiej – siedmiu... Nie są to oszałamiające liczby. W takim Koszalinie jest 20.

Ciężko godzić ludzi

– Przeglądałam te statystyki i starałam się znaleźć miasta, które wypadłyby gorzej od Gorzowa. Było naprawdę trudno – przyznaje Edyta Borysiak. Jest mediatorem, działa na Pomorzu Zachodnim. Ale pochodzi z Gorzowa i często tu wraca. – Ubolewam nad tym, że Gorzów jest białą plamą w zakresie mediacji – mówi.

Dlaczego tak jest? Na to pytanie starali się odpowiedzieć uczestnicy konferencji „Mediacje jako alternatywa forma rozwiązywania sporów”, zorganizowanej przez Wyższą Szkołę Biznesu w Gorzowie wspólnie z gorzowskim oddziałem stowarzyszenia sędziów Iustitia.

– W polskich realiach w ogóle ciężko godzić ludzi i skłonić do mediacji – zaznacza sędzia Jarosław Gwizdak, prezes sądu w Katowicach, Obywatelski Sędzia Roku 2015, propagator mediacji, który był gościem gorzowskiej konferencji.

– Wciąż niewiele osób wie o możliwości mediacji. To są lata zaniedbań. To jest postrzeganie władzy sądowniczej w ten sposób, że tu ma być rozstrzygnięcie. A wyrok sądu pierwszej instancji jest traktowany jako taki wstęp, wynik do przerwy, to jest zaproszenie do dalszej dyskusji. Nie ufamy sobie. Nie mamy tradycji mediacji. Bo tu jest narracja, że sąd to walka, spór, wojna – wylicza sędzia Gwizdak.

Przekonuje, że dobrze napisana ugoda mediacyjna może zastąpić wyrok i też może uzyskać klauzulę wykonalności. – Może być przy tym bardziej kompleksowa i szczegółowa, choćby w sporze między zwaśnionymi małżonkami. Bo ugoda jest wspólna, sami decydujemy, nie sąd za nas – mówi obywatelski sędzia roku.

– Rozwijające się społeczeństwo obywatelskie wychodzi z pola walki, rezygnuje z języka walki i przechodzi do języka kompromisu i porozumienia – dodaje sędzia Olimpia Barańska-Małuszek, szefowa gorzowskiej Iustitii. – Musimy się wszyscy nauczyć tego, że trzeba czasem iść na ustępstwa, aby osiągnąć jakiś wspólny cel. Sędziom także zależy na tym, by coraz więcej problemów ludzkich było załatwionych dzięki pomocy mediatorów.

Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek, szefowa gorzowskiego oddziału stowarzyszenia sędziów IustitiaSędzia Olimpia Barańska-Małuszek, szefowa gorzowskiego oddziału stowarzyszenia sędziów Iustitia fot. Kamil Siałkowski

Sędzia Jarosław Gwizdak podkreśla: trzeba promować mediację. Mówi o „ciągłej edukacji”, na każdym szczeblu, począwszy od szkół. – Szczególnie ważni w tym łańcuchu są także streetworkerzy wymiaru sprawiedliwości, czyli kuratorzy, policjanci, pracownicy opieki społecznej. Mówimy im, że nie trzeba koniecznie wszystkich kierować do sądu. Można to zrobić inaczej. Dogadać się, uciekać z sądu – zaznacza sędzia z Katowic.

Kopalnia i fyrtel – dla zgody

Ważne jest także tworzenie specjalnych pokoi do mediacji, najlepiej w sądach. W Katowicach jest Kopalnia Zgody, w Poznaniu – Fyrtel Zgody. To miejsca, w których zwaśnione strony mogą spróbować znaleźć wspólny język. Ten pomysł się sprawdza.

A jak jest w gorzowskich sądach? – Gdy strony mają się godzić, to się pewnie mówi: wyjdźcie na korytarz, idźcie do bufetu. To doskonałe miejsce, by ludzie rozprawiali o swoich życiowych problemach. Ludzie się godzą, aż huczy – ironizuje Gwizdak. Apeluje, by taki pokój mediacji w Gorzowie utworzyć. – Mam nawet nazwę – możecie zrobić Anty-Falubaz Zone – uśmiecha się sędzia z Katowic.

Punkt mediacyjny w sądzie przy ul. Młyńskiej w PoznaniuPunkt mediacyjny w sądzie przy ul. Młyńskiej w Poznaniu Fot. Piotr Żytnicki

Edyta Borysiak, mediator ze Szczecina: – Wina nie leży tylko po stronie sądów. Gorzowscy sędziowie po prostu długo nie mieli komu zlecać mediacji. Ważne, by mediatorzy zgłaszali się na listę mediatorów stałych. Dajcie sędziom możliwość wyboru. Pokażcie, że jesteście. A do sędziów apeluję – po otrzymaniu następnej sprawy zadajcie sobie pytanie: czy ta sprawa kwalifikuje się do mediacji? Pytajcie stron, czy chcą się porozumieć. A strony często wstydzą się powiedzieć „nie”. Przez mediację jest zdecydowanie prościej, szybciej i przyjemniej.

Jest jednak szansa, że mediacje za jakiś czas staną się w Gorzowie bardziej powszechne. W Wyższej Szkole Biznesu pierwsza grupa absolwentów właśnie kończy studia podyplomowe „Zarządzanie konfliktem – mediacje i negocjacje”. Na listę mediatorów stałych przy gorzowskim sądzie może więc trafić kolejne dziewięć osób.

W marcu WSB uruchomi pierwsze w regionie Centrum Mediacji, do którego będą mogły zwracać się osoby zainteresowane polubownym rozwiązywaniem sporów.

I ty możesz zostać mediatorem!

Mediatorem może zostać praktycznie każdy. Warunków jest kilka. Trzeba mieć co najmniej 26 lat, znać język polski, nie być karanym. Nie trzeba mieć specjalistycznego – kierunkowego wykształcenia. Na stronie ministerstwa czytamy, że trzeba po prostu „posiadać wiedzę i umiejętności”. W praktyce wystarczy zatem szkolenie z mediacji, za które jednorazowo płaci się kilkaset złotych. Mediatorami zostają pracownicy socjalni, absolwenci psychologii i socjologii. I oczywiście prawnicy, którzy nie muszą się dodatkowo kształcić pod kątem mediacji. Za jedną ugodę mediator otrzymuje 140 zł brutto.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.