Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W finałach mistrzostw świata wystąpił 26 razy. Wywalczył 12 medali – jeden złoty, cztery srebrne i siedem brązowych. Edward Jancarz przez 22 lata zachwycał swoją jazdą kibiców całego świata.

„Eddy” – rocznik 1946 – rozpoczynający wielką karierę żużlowiec, już na początku sportowej drogi zyskał szacunek starszych kolegów. Jancarz błyszczał nienaganną techniką, nigdy nie przesadzał z brawurą, szanując kości rywali na torze.

W 1968 r. wystartował w eliminacjach do indywidualnych mistrzostw świata. Z każdą kwalifikacją spełniał się jego sen o występie wśród 16 najlepszych zawodników globu. Jak będzie w finale, co pokaże młokos z Gorzowa, który do tej pory nic w wielkim żużlu jeszcze nie zdziałał? W pierwszym starcie stalowiec przywiózł tylko punkt, ale jak przyznawał później, wyrzucił z siebie całą tremę. W następnych wyścigach uzbierał jeszcze 10 pkt, tyle samo co Rosjanin Kurylenko. Baraż o brąz był jego! Na podium 22-latek z Polski stanął obok legendarnych Nowozelandczyków – Ivana Maugera i Barry’ego Briggsa.

Rok później dla Jancarza znalazło się miejsce w zespole na finał DMŚ w Rybniku. Gorzowianin zdobył 11 pkt na 12 możliwych, a biało-czerwoni zabrali złoto, wyprzedzając faworytów z Anglii.

W 1975 r. Wrocław gościł siedem najlepszych par świata. Polskę reprezentowali Jancarz i Piotr Bruzda. Kibice byli realistami. Do mistrzowskiego tytułu kandydowali Anglicy i Szwedzi, a dla gospodarzy rezerwowano czwarte miejsce. „Eddy” pojechał jednak wspaniale, jakby chciał całkowicie zaprzeczyć, że świat odjechał nam sportowo i sprzętowo. Przegrał tylko ze Szwedem Michankiem, dwa razy pilotował jadącego na pierwszym miejscu kolegę z pary. Biało-czerwoni zajęli drugie miejsce, złoto przegrali o punkt.

W 1984 r. Jancarz przeżywał drugą młodość. Znów miał jechać w finale IMŚ, także był podporą polskiej kadry w rywalizacji drużynowej, fantastycznie dalej ścigał się w lidze. Aż do feralnego 9 sierpnia. Na domowym torze „Eddy” wraz z innymi sprawdzali się w meczu z reprezentacją Włoch. Zawodnikami na dorobku, ale uzbrojonymi w świetne motocykle GM, nad którymi do końca nie potrafili zapanować. W 10. wyścigu na drugim wirażu doszło do okropnego wypadku. Jancarz walczył o życie, natychmiast został przewieziony do kliniki w Poznaniu.

Jeden z najlepszych polskich żużlowców zdołał wrócić do jazdy, ale to już nie było to samo. W 1986 r. zaprosił światowe sławy do Gorzowa i Ostrowa na turnieje pożegnalne. Wręczył Piotrowi Świstowi symboliczny plastron, przekazał stery w Stali młodemu następcy...

Na torze wielki mistrz, perfekcjonista. W życiu niestety zupełnie bezradny, jakby bez sportu nie było dla niego świata. Alkohol, rozwód, burdy, przemoc domowa. Tragiczna śmierć 11 stycznia 1992 roku, 25 lat temu. I pytanie stawiane do dziś: czy tego można było uniknąć?

W tym roku Stal Gorzów, klub który Jancarz reprezentował przez całą swoją karierę, obchodzi swoje 70-lecie. Jednym z ważnych punktów będzie kwietniowy, kolejny memoriał gorzowskiej żużlowej legendy. Edward Jancarz na to zasłużył...

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.