Gorzowski sąd kończy przesłuchiwanie świadków w głośnej sprawie zabójstwa na osiedlu Słonecznym. Za miesiąc analizowane będą nagrania z monitoringu oraz opinie biegłych. Wyrok powinien zapaść w pierwszym kwartale przyszłego roku.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To był sobotni poranek, 24 października 2015 r. Na boisku szkolnym przy ul. Gwiaździstej w Gorzowie zginął 25-letni Krzysztof K., ksywka "Cysiu". Napastnicy zadali mu 12 ciosów nożem w szyję. A po tym ciało podpalili.

Prokuratura oskarżyła dwóch braci - Krzysztofa K. (rocznik 1983) i Piotra Ż. (rocznik 1977). Mają zarzut zabójstwa - przy założeniu, że działali wspólnie i w porozumieniu. Śledczy - na bazie szeregu poszlak - zakładają, że pierwsze ciosy zadał K., a ofiarę dobił Ż. Mężczyznom grozi kara dożywotniego więzienia. Żaden z nich nie przyznaje się do zabójstwa, choć potwierdzają fakt, że tej nocy spotkali się z Krzysztofem i wtedy na boisku doszło do bójki. Winę zrzucają na siebie nawzajem. Ich wyjaśnienia przeczytacie tutaj.

We wtorek w Sądzie Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim odbyła się kolejna rozprawa w tym głośnym procesie.

Zeznawał m.in. Daniel W. Jak wynika z bilingów, był pierwszą osobą, do której po zabójstwie zadzwonił oskarżony Krzysztof K. Numer wybrał o godz. 7.02 (dwie godziny po wydarzeniach na boisku). - Akurat szykowałem się do pracy, nie miałem czasu na dłuższą rozmowę [trwała 55 sekund - red.], ale obiecałem, że oddzwonię. To była taka rozmowa o wszystkim i o niczym. Na 100 procent był wypity, ale mówił spokojnie, bez agresji. Chyba powiedział, że źle się czuje - wspominał W.

Co dokładnie mówił K.? - dociskał prokurator Mariusz Dąbkowski, autor aktu oskarżenia.

- Nie pamiętam. To było wcześnie, człowiek nie zdążył jeszcze kawy wypić.

Daniel W. opowiadał, że z oskarżonym K. zna się od wielu lat. - Dobry kolega, dobry współpracownik. Razem robiliśmy na dachach jako dekarze. Razem jeździliśmy na ryby, to znaczy ja łowiłem, a on ze mną siedział, do towarzystwa. To więzienie [siedział w Anglii za przemyt narkotyków - red.] w ogóle go nie zmieniło - zaznaczał świadek.

Na ławie oskarżonych zasiada też Rafał Ś., ksywka "Miodek" (rocznik 1986). Był świadkiem części kłótni między ofiarą a braćmi K. i Ż. Został oskarżony o niepowiadomienie policji. Grozi mu do trzech lat więzienia. "Widziałem jak się pali, nie podszedłem" - wyjaśniał Ś. podczas przesłuchania w komendzie.

Kolejne rozprawy w połowie stycznia.

Obserwuj moją stronę na Facebooku!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem