Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na bóle w okolicach szyi i gardła gorzowianka uskarżała się od siedmiu miesięcy. Do lekarza zgłosiła się dopiero, gdy zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Medycy z gorzowskiego szpitala postawili przerażającą diagnozę: rak! Pani Krystyna nie wierzyła. Pojechała na konsultację do Poznania. Tamtejsi specjaliści potwierdzili i zasugerowali, że jedyne wyjście to usunięcie krtani.

Krtań do wycięcia

- To była bardzo rozległa operacja. Niezbędne było usuniecie węzłów chłonnych, krtani i części gardła, a w dalszej kolejności rekonstrukcja gardła i wytworzenie możliwości oddychania i połykania. Teraz pacjentka ma się dobrze - mówi dr Grzegorz Matyja, uznany specjalista z dziedziny laryngologii, od niedawna ordynator Oddziału Laryngologii z Pododdziałem Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim.

Po takiej operacji największą dolegliwością są problemy z mówieniem. - Na początku zwykły głos bardziej przypomina szept - wyjaśnia dr Matyja.

Do niedawna pacjenci z północy województwa lubuskiego na tego typu operacje wyjeżdżali do innych województw. Teraz nie ma już tego problemu. Ordynator podkreśla: im szybciej pacjent zgłosi się do lekarza, tym szanse na wyleczenie są większe. A ta zasada niestety często jest lekceważona.

- Pacjenci nie chodzą do lekarza, bo się boją, że ten "coś znajdzie", a przecież to jedyna droga, by jak najwcześniej rozpocząć leczenie i dać sobie szansę na powrót do zdrowia - zauważa dr Grzegorz Matyja.

I podpowiada: na co zwrócić uwagę. Pierwszym sygnałem są ból gardła, chrypka, uczucie "ciała obcego" w gardle, czasem jest to guz na szyi. Wtedy trzeba się zwrócić do lekarza.

Oko do uratowania

Z kolei pan Piotr ze Słubic poddał się skomplikowanej operacji wewnątrznosowego otwarcia zatoki czołowej. Dzięki temu udało się uratować oko. Opowiada, że nagle zaczęły go boleć zatoki, momentalnie spuchło oko. Po trzech dniach trafił do szpitala, od razu na stół operacyjny...

- Pacjent trafił do nas z dość poważnymi powikłaniami. Oko było bardzo zagrożone. Tego typu operacje zwykle wykonuje się nacinając skórę i robiąc otwór w czole pacjenta. My dostaliśmy się do zatoki szczękowej i czołowej przez nos. Po operacji nie ma śladu. To była pierwsza tego typu operacja w naszym szpitalu. Tego typu operacje w Polsce do tej pory wykonywały tylko większe ośrodki laryngologiczne. Pacjenci byli kierowani do Poznania, Szczecina, a nawet Bydgoszczy czy Warszawy - opowiada Matyja.

Gorzów i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.