Znaliśmy go jako jednego z najbardziej aktywnych i rozpoznawalnych działaczy sportowych, związanego z żużlem i Stalą Gorzów, ale nie tylko. Antoni Galiński zmarł w wieku 69 lat.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy na deskach gorzowskiego teatru żużlowe legendy Stali i reprezentacji Polski brały udział w wyjątkowym meczu "Żużel moje życie", pan Antoni kierownikował biało-czerwonym. Towarzyszył również naszym zawodnikom, którzy odsłaniali swoje tablice pamiątkowe w Alei Sław Stali Gorzów, wspierał ich poprzez fundację Bogusława Nowaka. - Nigdy o tych ludziach, którzy budowali Stal, wygrywali dla niej tytuły i mistrzostwa nie wolno zapomnieć. Oni są najlepszym dowodem, że żużel w Gorzowie ma swoją piękną historię i pełne prawo, aby tworzyć tak samo ciekawą przyszłość - mówił podczas naszego spotkania w teatrze.

Dziś dowiedzieliśmy się, że Antoni Galiński odszedł od nas na zawsze.

Jako młody chłopak grał w piłkę w Stilonie, później był dyrektorem w gorzowskim klubie żużlowym, także kierownikiem naszej drużyny. Na początku lat 90-tych pan Antoni próbował również ratować piłkę ręczną, gdy ta trafiła do Sokoła. Mogliśmy go spotkać właściwie na wszystkich gorzowskich, sportowych arenach. Teraz jego miejsce niestety będzie już puste.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej