Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sprawę - w trybie subsydiarnego aktu oskarżenia - założyli policjantom Zygmunt Zastryżny i jego brat Zbigniew. Obaj ucierpieli podczas interwencji w rodzinnej wsi. Wcześniej prokuratura w Strzelcach Kraj. dwukrotnie umarzała sprawę, a równocześnie jednostka w Sulęcinie oskarżała ich o naruszenie nietykalności funkcjonariuszy (z tego zarzutu zostali prawomocnie uniewinnieni).

W czerwcu Sąd Rejonowy w Gorzowie Wielkopolskim skazał Łukasza Krajewskiego i Michała Iwańczaka za przekroczenie uprawnień. Obaj policjanci dostali identyczne wyroki - sześć miesięcy więzienia z zawieszeniem na dwa lata. Mieli też zapłacić po 2 tys. zł nawiązki na rzecz braci z Lemierzyc. O ustaleniach procesowych pisaliśmy tutaj.

Zdaniem sądu użyli pałki służbowej i gazu w sytuacji, która tego nie uzasadniała.

Prokuratura po stronie policji

Od wyroku policjanci się odwołali. Apelację złożyła również prokuratura. - Sąd rejonowy błędnie ocenił tę sytuację i funkcjonariuszy trzeba uniewinnić - wnioskował w piątek gorzowski prokurator Krzysztof Rosiński. Przekonywał, że do interwencji doszło z winy mieszkańców, którzy mieli być agresywni w stosunku do funkcjonariuszy. W tej stresującej sytuacji zdaniem prokuratury policjanci używali środków przymusu bezpośredniego z umiarem.

Relację z rozprawy apelacyjnej przeczytacie tutaj.

We wtorek sąd odwoławczy (w trzyosobowym składzie pod przewodnictwem sędzi Hanny Doroty Sulżyc-Krzemińskiej) nie dał wiary funkcjonariuszom i utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji.

- Wyrok sądu pierwszej instancji został należycie uzasadniony, szczegółowo oceniono zeznania wszystkich świadków. A obie apelacje sprowadzają się w zasadzie tylko do polemiki i sugestii, komu dać wiarę w tej sprawie - uzasadnia sędzia sprawozdawca Renata Nowosadzka.

"Od policjantów trzeba wymagać więcej"

Co ustalił sąd? - Zdarzenie rozpoczęło się od niegrzecznego sformułowania jednego z policjantów ["Co wy, k..., chodnika nie macie?!" - przyp. red.]. Nie ma wątpliwości, że pokrzywdzony nie powinien reagować w taki sposób i tak odzywać się do policjanta ["Spier..., ch... złamane" - przyp. red.]. Trzeba jednak zaznaczyć, że funkcjonariusze nie mogli w tej sytuacji czuć strachu i stresu - byli uzbrojeni, a przed sobą mieli wówczas dwóch podpitych mężczyzn. Policjanci zaczęli poniewierać tym człowiekiem po ziemi. Trudno uznać, że było to zachowanie adekwatne do sytuacji - mówi sędzia Nowosadzka.

Zdaniem sądu policjanci nie powinni też używać pałki i gazu w momencie, gdy na miejscu pojawili się mieszkańcy wsi. - Nikt nie atakował policjantów. Kolejne przechodzące osoby starały się interweniować, pytać funkcjonariuszy, dlaczego zachowują się tak wobec pana Zastryżnego. Wyjaśnienia policjantów sądu nie przekonują - zaznacza sędzia sprawozdawca.

Dla sądu jest oczywiste, że policjanci przekroczyli uprawnienia. - Zachowywali się tak, jakby mogli wszystko. Uważali, że mogą kogoś rzucić na ziemię tylko dlatego, że ktoś źle się do nich odezwał. Od funkcjonariuszy policji należy wymagać więcej - podkreśla sędzia Renata Nowosadzka.

Koniec kariery?

Policjanci automatycznie tracą pracę w policji (pomimo toczącej się sprawy nawet nie byli zawieszeni). Po dwóch i pół roku, czyli po zatarciu skazania, będą mogli starać się o przyjęcie do służby. Będą musieli przejść całą procedurę rekrutacyjną do policji od nowa.

- Jest satysfakcja. Nie będą bili ludzi. A słyszeliśmy, że robili to nadal, choć mieli sprawę w sądzie - triumfował Zygmunt Zastryżny (rocznik 1967).

Skazanych policjantów i wspierających ich dziś kolegów z kilku lubuskich jednostek nie zdołaliśmy zapytać o komentarz do wyroku. Opuścili gmach sądu w ciągu kilkudziesięciu sekund...

Wniosek do Sądu Najwyższego w Warszawie o kasację wyroku w przypadku takiego rozstrzygnięcia może złożyć jedynie prokurator generalny.

Jerzy Wierchowicz,

 

gorzowski adwokat, który przed sądem reprezentował pokrzywdzonych:

Nikt nie może się czuć bezkarnie. Także policjanci powinni prawo szanować. Powinni zwalczać przestępczość, a nie sami stwarzać problemy. Dla mnie jest to sprawa smutna. Nie chciałbym, aby takie rzeczy miały miejsce. Mam dobre zdanie o policji, szanuję i doceniam tę formację. Ale w tej sprawie policja i prokuratura zaangażowały się po złej stronie. Policja powinna eliminować ze swoich szeregów osoby, które prawo naruszają. Dla własnego dobra. Tu funkcjonariuszy nawet nie zawieszono w obowiązkach. Nie odczuwam szczególnej satysfakcji, reprezentowałem swoich mandantów, bo uważałem ich za pokrzywdzonych. Ten wyrok jest ważny. Zwłaszcza dla tych, którzy ucierpieli w innych interwencjach prowadzonych przez skazanych policjantów.

Obserwuj moją stronę na Facebooku!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.