Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gorzów i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Złote medale żużlowcy gorzowskiej Stali wywalczyli dokładnie przed tygodniem. W rewanżu na swoim torze pokonali ekipę z Torunia 51:39.

Dziś mieliśmy deser po wielkim finale. Pogoda dopisała (mamy słoneczny październik). Kibice żużla też dopisali. Skoro na stadionie przy Śląskiej w sezonie wykręcili rekord frekwencji, to i na bulwarze po drugiej stronie rzeki również musieli stawić się "w komplecie". Żużlowców fetowało ok. tysiąca kibiców.

Na scenie pojawili się wszyscy stalowi bohaterowie, którzy tydzień temu walczyli na gorzowskim torze. Dziękował im prezydent Jacek Wójcicki. Pochwalił się przy okazji, że najważniejszy mecz sezonu oglądał... w "młynie", razem z najzagorzalszymi kibicami Stali. Z nimi spędził podczas finału najwięcej czasu i był zafascynowany. - To zaangażowanie w doping musi robić wrażenie - podkreślał prezydent Gorzowa. A drużyna Stali? - Zwycięstwo zasłużone, wypracowane. To nie był żaden fart, tylko ciężka praca. Te tłumy przed tygodniem i dziś pokazują, że żużel jest dla Gorzowa ważny - konstatował Jacek Wójcicki.

Żużlowcy dziękowali kibicom za wsparcie. Krzysztof Kasprzak powiedział, że szanuje fanów za to, że tak samo licznie wypełniali stadion nie tylko w tym, złotym sezonie, ale także przed rokiem, gdy Stali nie szło. - Bardzo nam pomogliście - mówił "KK". Matej Zagar, gorzowski Słoweniec, poszedł dalej: - Bez was by nie było nas.

Zagar zaznaczał też, że w Gorzowie czuje się coraz lepiej. A dziennikarzom mówił, że ma nadzieję na kolejny rok startów w Stali. Tajemniczy w kontekście gorzowskiej przyszłości był za to Duńczyk Niels Kristian Iversen. Gdy prowadzący show na bulwarze zapytał go, czy zostanie w Gorzowie, on jedynie odrzekł chłodno: - Czas pokaże.

Na koniec cytat mistrza dyplomacji - Ireneusza Macieja Zmory, prezesa klubu żużlowego z Gorzowa. - Tak jak każdy, chciałbym, żeby za rok jeździli w Stali ci sami zawodnicy. Ale też każdy wie, że nie jest to możliwe - powiedział ze sceny prezes Zmora.

Po kilkunastominutowej fecie na scenie, żużlowcy zasiedli przy ławie i długo rozdawali autografy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.