43-latek został skazany na 25 lat więzienia, ale "jedynie" za zabójstwo 70-letniego Niemca Ingolfa P. w Rostocku w listopadzie 2012 r. Upadł za to wątek zabójstwa Jerzego G., właściciela zakładu krawieckiego przy ul. Spichrzowej w Gorzowie. Wieloletnia praca śledczych przy tej poszlakowej sprawie została dziś zmiażdżona przez gorzowski sąd.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Nie ma pewności, że to właśnie oskarżony Marek W. zabił Jerzego G. Ciąg poszlak stworzony przez gorzowską prokuraturę został przerwany. Mężczyzny nie rozpoznała sąsiadka ofiary. Kojarzyła "z widzenia" mężczyznę, który remontował mieszkanie Jerzego G. przy ul. Kolejowej w Gorzowie. W dniu zabójstwa G. widziała w klatce obcego mężczyznę, ale nie wskazała, że to Marek W. - uzasadniła sędzia Dorota Staszak po ogłoszeniu wyroku w Sądzie Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim.

Sąd o niepewności

Trwający od sierpnia ub. roku głośny proces w gorzowskim wątku miał charakter poszlakowy. Na miejscu zbrodni, w zakładzie przy ul. Spichrzowej, nie udało się zabezpieczyć śladów DNA ewentualnego sprawcy (w lokalu było mnóstwo krwi ofiary). Prokuratura łączyła zatem inne fakty. Marek W. remontował mieszkanie Jerzego G. i mógł być przekonany, że majętny, emerytowany milicjant ma w domu kosztowności i pieniądze (po zabójstwie ktoś splądrował mieszkanie ofiary). Dane logowania telefonu komórkowego wskazywały na obecność W. w okolicach zakładu 3 kwietnia po południu (wtedy Jerzy G. został zabity). Gdy W. dowiedział się, że policja go szuka, uciekł do Drezdenka (w tamtejszym lombardzie sprzedał kosztowności należące do Jerzego G.) [ZEZNANIA KONKUBINY - TUTAJ] , a później nad polskie morze - tam po 10 dniach został zatrzymany. [SZCZEGÓŁY POLICYJNEJ AKCJI - TUTAJ]

To jednak - zdaniem sądu - nie wystarczyło do skazania Marka W. za ten czyn. - Na podstawie zgromadzonych dowodów sąd nie był w stanie ustalić z pewnością, jaką rolę odegrał w tym zabójstwie Marek W. Nie możemy przyjąć wersji niekorzystnej dla oskarżonego, tym bardziej, że można stworzyć dwie lub więcej wersji - powiedziała sędzia Staszak.

Marek W. od początku nie przyznawał się do winy. "Szatan istnieje. Ale to nie ja" - mówił oskarżony. Odpowiedzialność za haniebną zbrodnię starał się zrzucać na swego sąsiada, obywatela Ukrainy. Twierdził, że należące do krawca sygnet, złotą obrączkę i telefon kupił właśnie od Mykoli S. [RELACJA Z PROCESU - TUTAJ]

Prokuratura: "Za wcześnie, by mówić o porażce"

O uniewinnienie oskarżonego wnioskowała jego obrońca z urzędu adwokat Joanna Dominik. - Nie rozpatruję tego pod kątem sukcesu czy wygranej. Faktem jest, że sąd przychylił się w tym wątku do mojego wniosku - komentowała mecenas Dominik.

Autor aktu oskarżenia prokurator Arkadiusz Roćko domagał się skazania Marka W. za ten czyn na 25 lat więzienia i wnioskował o wymierzenie łącznej kary dożywotniego więzienia. [WNIOSKI PROKURATORA - TUTAJ] Po wyjściu z sali nie chciał komentować wyroku. Odsyłał do rzecznika.

- Złożymy wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku - powiedział prokurator Roman Witkowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. W ślad za tym najpewniej pójdzie apelacja do szczecińskiego sądu.

Czy sprawa zabójstwa krawca będzie jeszcze raz wyjaśniana? - zapytali dziennikarze.

- Nie ma podstaw do ponownego wszczęcia śledztwa. Postępowanie w tej sprawie już było i zakończyło się w taki, a nie inny sposób - zaznaczył prokurator Witkowski.

Zagadka pozostanie zatem niewyjaśniona... Czy to porażka prokuratury? - W tej chwili jest za wcześnie, aby mówić o porażce, bo wyrok jest nieprawomocny, może uleć definitywnej zmianie w wyniku postępowania odwoławczego - powiedział rzecznik prokuratury.

Skazany za Ingolfa

W drugim wątku tego procesu sąd uznał Marka W. za winnego zabójstwa 70-letniego Ingolfa P. Do bestialskiego mordu doszło w niemieckim Rostocku w listopadzie 2012 r. Na ciele ofiary ujawniono 11 ran, które zadano nożem (dziewięć ciosów w plecy i dwa w klatkę piersiową).

Sąd skazał Marka W. na 25 lat więzienia.

- Tu dowody, w tym poszlaki, układają się w jedną całość. Co bardzo istotne, na miejscu zbrodni zabezpieczono ślady DNA Marka W. - uzasadniała sędzia Dorota Staszak.

Przypomnijmy, w tej sprawie do gorzowskiej prokuratury zgłosili się sami niemieccy śledczy. Mieli podejrzenie, że 70-letniego Niemca zabił Polak, którego ten zatrudnił miesiąc przed śmiercią. W międzynarodowej bazie znaleźli sprawę zabójstwa innej starszej osoby (Jerzego G.) i porównali ślady zabezpieczone w willi w Rostocku. To był strzał w dziesiątkę. Całą dokumentację przekazali Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim, a ta połączyła dwa zabójstwa w jedno śledztwo i skierowała do sądu akt oskarżenia.

"Okrutny zabójca staruszków" - oto ustalenia prokuratorskiego śledztwa

Oskarżony o zabójstwo krawca w sądzie: "Wolę umrzeć. I wy umrzecie"

_

Groził dziennikarzom

W czwartek salą sądową kolejny raz w tym procesie targały spore emocje.

Marek W. tradycyjnie pojawił się na ogłoszeniu wyroku w asyście trojga policjantów, miał kajdanki na rękach i nogach. Był agresywny. Wyzywał grupę dziennikarzy, którzy pojawili się w sali. Groził im i kazał wyjść z sądu. - Wszyscy umrzecie - mówił.

Próbował też storpedować odczytywanie wyroku, głośno komentował słowa sędzi Staszak. Nakazała wyprowadzić Marka W. z sali.

Bogata kartoteka Marka W.

* Na początku lat dziewięćdziesiątych napadł na starsze małżeństwo. Parę związał, a mężczyznę okładał pogrzebaczem. Swoich kompanów nakłaniał, by ich zabili. Za dwukrotne podżeganie do zabójstwa Sąd Wojewódzki w Toruniu skazał go na osiem lat, wyszedł po dwóch...

* Jesienią 1999 roku pod Grudziądzem (stamtąd pochodzi) napadł na taksówkarza, przywiązał go do drzewa i ukradł mu mercedesa. Innemu mężczyźnie ukradł forda escorta, grożąc, że go zabije.

* W 2005 r. usłyszał wyrok za napad na mieszkanie w Gdyni.

* Pod koniec 2012 roku w Sądzie Rejonowym w Strzelcach Krajeńskich usłyszał wyrok za włamanie do czterech domków w ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem w miejscowości Lubiewo w gminie Drezdenko. Razem z kolegami ukradł 11 drzwi, trzy lodówki, dwie kuchenki gazowe, pięć kranów i muszlę klozetową.

* Kilkakrotnie uciekał też z policyjnych konwojów.

Obserwuj moją stronę na Facebooku!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem