Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gorzów i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Dziś w Rio de Janeiro zaczynają się XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie. Do reprezentacji Polski dostało się pięcioro sportowców z lubuskich klubów. Medalowe szanse? Przynajmniej dwie.

Teraz jesteśmy lepsze

- Na zawsze do historii przejdzie ta osada, która zdobędzie kajakowe złoto, bo w Polsce tego jeszcze nikt nie zrobił. Nie dmucham balonu, ale wiem, że dziewczyny są przygotowane, aby bić się o podium i to nie raz - odważnie o oczekiwaniach kadry kobiet mówi trener Tomasz Kryk.

Jakie dziewczyny? Takie jak choćby 26-letnia Karolina Naja z AZS AWF Gorzów.

To było siedem lat temu. Dziewczyna z Tychów pierwszy raz pojawiła się na gorzowskiej przystani.

- Z lękiem schodziłam na Wartę i pływałam blisko brzegu, jak te dzieciaczki, które dopiero uczą się wiosłować. W swoim pierwszym klubie pływałam jednak na jeziorze, na spokojnej wodzie, rzeka to co innego - opowiadała Naja. Wtedy drobna nastolatka z marzeniami, dziś 26-letnia kobieta, jedna z najlepszych kajakarek na świecie, która zna już smak olimpijskiego podium.

Razem z o pięć lat starszą Beatą Mikołajczyk z Bydgoszczy w kajakowej dwójce przegrały w finale z Niemkami i Węgierkami, ale odparły atak Chinek. Brąz wygrały o 136 tysięcznych sekundy!

- Tych obrazów już nigdy nie zapomnę - opowiadała Naja. - Tuż za metą czułam, że jesteśmy trzecie, i nawet Beata mnie nie przekonała, że może być jednak gorzej. Szaleństwo. Podium olimpijskie to przecież podium dla wybranych.

Kilka miesięcy później medal został odwieszony w widoczne miejsce. Zaczęła się operacja Rio de Janeiro. Przemyślana, z wnioskami z tego, co działo się przed i w Londynie. Wszystko po to, aby wynik w Brazylii był jeszcze bardziej okazały, nawet kosztem tytułów na mistrzostwach świata i Europy.

Naja na igrzyskach powalczy nie tylko w dwójce wspólnie z Mikołajczyk, lecz także w czwórce. W tej drugiej konkurencji Polki cały czas czekają na pierwszy, olimpijski medal w historii, odczarowanie fatum czwartego miejsca.

- Do Brazylii lecimy 10 sierpnia. Nastrój? Naprawdę pozytywny. Jesteśmy pewne swojej formy i możliwości. Na ostatnich badaniach specjalistycznych biłyśmy rekordy. W Londynie dałyśmy radę, a czuję, że teraz jesteśmy lepsze - zapewniła Naja.

Kaczmarek dogonił idoli

Wśród kajakarzy ścigających się solo na 200 m konkurencja jest ogromna i mocna. Nie tak dawno wydawało się, że za mocna dla Pawła Kaczmarka z AZS AWF Gorzów.

- Starsi koledzy z kadry czasami sobie z niego żartowali, nie traktowali poważnie. Tymczasem Paweł robił swoje. I przez kilkanaście miesięcy przebył niesamowitą, sportową drogę. Rok temu nagle stał się ostatnią, kajakową nadzieją biało-czerwonych, bo właśnie on wziął w Mediolanie jedyną przepustkę na igrzyska dla Polski - mówił trener AZS AWF Gorzów Marek Zachara.

Gdy Kaczmarek wywalczył nominację do Rio, z wielkimi honorami witali go w Człuchowie, bo stamtąd pochodzi i tam się wychował. Do Gorzowa trafił na studia w 2014 r.

W błyskawicznym tempie gonił najpierw krajową, a teraz światową czołówkę. - Jest w takim wieku [21 lat - red.], że nie ma przed nim granic. Dogonił swoich idoli. Za chwilę może być idolem sam dla siebie - pochwaliła młodszego kolegę z AZS AWF Karolina Naja.

- Paweł już zrobił duży postęp. Oczywiście trochę szczęścia mu się przyda, szczególnie w półfinale. Sprawia wrażenie człowieka nieobciążonego jakimkolwiek ciężarem, chodzi wiecznie uśmiechnięty - komplementował Kaczmarka trener kadry kobiet Tomasz Kryk. Dlaczego przytaczamy głos z kadry kobiet? Bo Kaczmarek pojechał z kajakarkami na obóz przygotowawczy. I dobrze mu to zrobiło.

Dobry omen dla ósemki?

Niełatwo być wioślarzem z gorzowskiego klubu, bo sylwetki wielkich mistrzów z AZS AWF Tomasza Kucharskiego i Michała Jelińskiego tworzą presję. Wie coś o tym 29-letni pochodzący z Torunia Zbigniew Schodowski. Kiedyś mógł pływać w cieniu asów. Teraz ósemka ze Schodowskim w składzie jest już w Rio. Wcześniej jednak mieliśmy wzloty i upadki. Najpierw 2014 r. historyczny, bo pierwszy medal tej osady na mistrzostwach świata. Brązowy. Chwilę później zakończenie kariery przez Jelińskiego i symboliczne przekazanie wiosła Zbyszkowi. - Walcz chłopie ze wszystkich sił, teraz ty musisz przywieźć do Gorzowa kolejny, wioślarski medal z igrzysk w Rio - mówił do Zbyszka mistrz z Pekinu.

Ósemka w 2015 r. nie uzyskała nominacji do Brazylii. W pewnym momencie wydawało się, że to już koniec tej osady. Przejął ją jednak Włoch Giuseppe de Capua i wkrótce nastąpiło przełamanie, przekonanie grupy do trochę innej, bardzo ciężkiej pracy i w efekcie kwalifikacja ostatniej szansy w Lucernie.

- Pamiętam nasze pierwsze złoto olimpijskie. Też po kłopotach, gdy dopiero w roku olimpijskim zrobiliśmy kwalifikację - opowiadał Kucharski. - Niech dla Zbyszka i jego kolegów to będzie dobry omen.

Karabin się nasłucha

34-letnia Sylwia Bogacka z Gwardii Zielona Góra. Przed czterema laty w Londynie wystrzelała srebro w konkurencji karabinu pneumatycznego, zaś w swoim ulubionym konkursie karabinu sportowego trzy postawy po 20 strzałów zajęła miejsce tuż za podium.

Już wcześniej uchodziła za zawodniczkę światowego formatu. Niemniej Londyn to był przełom w jej karierze. Uzasadniła to tak: - W moim najbliższym otoczeniu zaczęły umierać bardzo młode osoby i to mnie obudziło. Pomyślałam, że wszystko się może wydarzyć, a skoro tak, to nie ma sensu odkładać marzeń. Postanowiłam zmienić podejście do treningów i startów, a przede wszystkim do życia.

Z takim nastawieniem Bogacka została nie tylko medalistką olimpijską w strzelectwie, ale też zaczęła uprawiać kitesurfing.

Gdy walczyła w finale o pierwszy medal, w Zielonej Górze jej klubowy trener Ryszard Taysner powtarzał sobie w duchu: "Jak już chwyciłaś, to trzymaj byka za rogi". A serce waliło mu tak, jakby chciało gardłem wyskoczyć.

Kilka dni później Sylwia mogła dołożyć do srebra kolejny medal. Ale skończyła tuż za podium.

- Często ludzie pytają, czy czwarte miejsce mnie nie denerwuje, a ja mówię, że nie. Bo skoro jestem czwarta na tej naszej kuli ziemskiej, to jestem niezła.

Że jest niezła, potwierdziły też kolejne starty i sezony. Ciężko na to pracowała, spędzając wiele godzin na strzelnicach Gwardii przy ul. Strzeleckiej w Zielonej Górze, gdzie nie tylko trenuje, ale także mieszka. Szybko wywalczyła przepustkę do Rio. Przed igrzyskami zmieniła karabin. Testy i przygotowania przebiegły OK, zatem... Jakkolwiek pójdzie to mogą być ostatnie wielkie zawody w jej karierze. Strzelanie wypełnia jej życie już od ponad 20 lat. Karabin, chociaż nie ma imienia, bywa powiernikiem. - Rozmawiam z nim. Gdy nam nie wychodzi, mówię do niego: Przecież umiemy to robić, spróbujmy jeszcze raz.

Woda zabiera, szpada oddaje

Początek sezonu był trudny. Przetrenowanie. Ale im bliżej Rio, tym forma idzie w górę. Co daje więcej spokoju, dobrego humoru i pozwala marzyć.

Olimpijskie stroje z 4F od kilku tygodni leżą i czekają, a 29-letni pięcioboista Szymon Staśkiewicz z ZKS Drzonków szykuje się do drugiego w życiu startu na igrzyskach. W Londynie zajął 24. miejsce W Rio? - Stać mnie na więcej - zapewnia.

- Słyszałeś, że pięciobój to sport dla inteligentnych awanturników? - pytamy.

- Cha-cha-ch. Nie do końca się z tym zgadzam. I na pewno nie jestem awanturnikiem - mówi. - Temperament np. do szermierki jest potrzebny. Ale ten sam temperament może później przeszkadzać na strzelnicy. Dlatego powiedziałbym, że pięciobój jest przede wszystkim dla ludzi cierpliwych, pracowitych i systematycznych. Trudno znaleźć kogoś, kto będzie miał talent do wszystkich pięciobojowych specjalności. Nad słabszymi stronami trzeba pracować - opowiada.

Staśkiewicz też ma piętę achillesową, to pływanie. Większość pięcioboistów ze światowej czołówki wywodzi się z pływania. Staśkiewicz stanowi wyjątek, bo zaczął pięciobój od... pięcioboju. Przez to w pływackim wyścigu na 200 m traci do najlepszych po kilka sekund. Stara się to nadrobić w turnieju szermierczym. Tu uchodzi za asa. Lubi bezpośrednią rywalizację, strategię. Cały udany sezon 2015 i olimpijską kwalifikację zbudował ze szpadą w dłoni.

W Rio wszystko, co dla zielonogórskiego pięcioboisty najważniejsze, zacznie się właśnie od szermierki.

- W piątek [19 sierpnia - red.] mamy ważny i długi turniej eliminacyjny. Tu zamierzam powojować! Resztę konkurencji oraz szermierkę, ale już taką skróconą i chyba tylko na potrzeby telewizji rozegramy w niedzielę [21 sierpnia - red.] - opowiada inżynier mechaniki i budowy maszyn po Uniwersytecie Zielonogórskim.

Kierunek studiów nie wziął się z przypadku. Technika i mechanika to pozasportowe pasje Szymona. Gdy po Rio zakończy sezon, może przyjdzie czas na to, by kupić motor i pojeździć. Jeden już miał, ale stał w garażu i się kurzył, bo Staśkiewicz mnóstwo czasu poświęca treningom i startom. Przeprowadził się z Zielonej Góry do ośrodka w Drzonkowie, by najlepszą na świecie bazę treningową mieć tuż za oknem.

Jako pięcioboista bywał już w Rio. Nie boi się opowieści o bałaganie w wiosce olimpijskiej czy superbakteriach. - Jesteśmy zaszczepieni i przeszkoleni.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.