Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gorzów i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Nowy szkoleniowiec już trenuje ze stalowcami, chce obronić miejsce w pierwszej lidze, a za trzy lata, jeśli w naszym mieście powstanie nowa hala, powalczyć o awans do ekstraklasy.

Ireneusz Klimczak: Dlaczego trener, który wygrał pierwszą ligę i może pracować w ekstraklasie, wybiera ofertę beniaminka z niższej ligi?

Dariusz Molski: Elbląg dał mi propozycję. Ta propozycja jednak nie zadowalała mnie organizacyjnie. Powiedziano mi, że nie będę miał żadnych wzmocnień i pozostanę przy tym, co mam. Usłyszałem, że klub ma zapewniony trzyletni byt w lidze zawodowej i w pierwszym sezonie nieważne są wyniki. Na taką wersję nie mogłem się zgodzić, ponieważ moja praca oceniana jest przez wszystkich. Nie tylko przez zarząd, ale również przez kibiców, którym nie mogłem zafundować takiej bylejakości. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że cała złość skupiłaby się od razu na trenerze. Znacznie wcześniej niż za trzy lata, z pewnością ulegliby presji i powiedzieli: sorry trenerze, ale to ty jesteś winien. Od razu jednak zaznaczę, że to nie była główna przyczyna. Pojawiła się oferta z Gorzowa, którą od początku mocno zacząłem rozważać, bo przecież właśnie w domu chciałbym budować jak najmocniejszą piłkę ręczną.

Gdy proponują ci wejście w projekt "silna piłka ręczna w barwach Stali", po prostu nie można odmówić? Szczególnie trenerowi z Gorzowa?

- Prezes Ireneusz Maciej Zmora i klub Stal Gorzów są gwarantem, że to się może udać. Piłka ręczna w naszym mieście do tej pory nie miała szczęścia. Nawet podczas mojej ostatniej pracy tutaj, najpierw było finanse, potem coś tam się nie udało, przykro było rozmontowywać zespół w trakcie sezonu, a pierwszą ofiarą tego wszystkiego byłem ja. Przykre wspomnienia, trzeba z nich wyciągać wnioski, ale też nie ma co już do tego wracać. Dziś pojawił się facet z jajami, czyli prezes Zmora, który wyznacza sobie kolejne cele. Jego wizja jest naprawdę ciekawa. Budowanie jeszcze mocniejszego klubu to racjonalna droga. Marka Stal prezentowana przez cały rok to zupełnie inna jakość. Był tylko, albo aż żużel, ale on zamykał się w kilku miesiącach, a dalej mieliśmy wakat. Spokojnie, konsekwentnie budowana drużyna piłki ręcznej ten wolny czas kibicom na pewno fajnie wypełni.

Tym bardziej, że lepszych dni dla piłki ręcznej może nie być. Przecież jest to jedna z dwóch polskich dyscyplin, które za chwilę wystawią drużynę na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, a zespół Vive Kielce właśnie wygrał Ligę Mistrzów.

- Do tego powstaje liga zawodowa, produkt z szansą na nawet większy sukces niż ten, który osiągnęły siatkówka czy koszykówka. Wszystko zależy od mądrości ludzi, którzy tym kierują, a wiem, że tacy są, bo sam uczestniczyłem w niektórych spotkaniach. Oni wiedzą czego chcą, a to bardzo ważne. Piłka ręczna dziś spokojnie może się sprzedać, tylko najwyższą ligą trzeba umiejętnie pokierować. Są już do tego odpowiednie hale. Liczę, że podobna wkrótce powstanie również w Gorzowie, a ja tego doczekam jako trener Stali. Taki piękny obiekt ma choćby Elbląg. Na skalę międzynarodową może za mały, ale dla 2-3 tysięcy ludzi na ligę jak najbardziej odpowiedni, pozwalający budować emocje i markę drużyny. W elicie takie hale to jest już norma. Nasz projekt na razie też ma cykl trzyletni. Po pierwsze tyle będzie zamknięta liga zawodowa, a po drugie wierzę, że wtedy u nas też będziemy mieli odpowiedni obiekt. Wtedy powiemy sobie: jesteśmy gotowi, walczymy o więcej, o ekstraklasę dla Gorzowa.

Powrót do domu jakoś specjalnie trenera nakręca?

- Mi nie trzeba dodatkowego kopa. Mam w sobie jeszcze tyle energii, że nie wiem, czy kiedykolwiek się wypalę. Gdzie indziej mogłem mieć miód, względny spokój. W Stali podejmuję się poważnego wyzwania, ale to mnie wyłącznie pozytywnie nakręca. Tu jest trochę pod górkę, ale rozumiem, że dla tego klubu to jest zupełnie nowa dyscyplina. Dla mnie najważniejsze, że trafiłem na otwartych ludzi, którzy chcą poznawać poważną piłkę ręczną, słuchają i uczą się. Ten dzisiejszy piach w oczy, nauka współpracy między sobą, wkrótce zamieni się w coś fajnego. O tym jestem przekonany. Wróciłem trochę z innego świata, inaczej zorganizowanego i może w Gorzowie czasami brakuje mi cierpliwości, ale będę się starał pomóc ze wszystkich sił w budowaniu silnej drużyny w moim mieście.

Z tych, którzy wywalczyli awans, zostało pięciu zawodników, wszyscy są wychowankami gorzowskiej piłki ręcznej. Szóstym będzie powracający Oskar Serpina, wiedzący jak się wygrywa w pierwszej lidze, bo przecież występował w Elblągu.

- To nie są wszyscy chłopacy z Gorzowa, którzy zostali zaproszeni do tego projektu i ciężkiej pracy. Niektórzy sami odpuścili, inni mieli trochę inne oczekiwania. Oczywiście marzenia są po to, aby je realizować, ale nie wszystkim dało się w tym momencie w Stali podołać. Jesteśmy zespołem dopiero w budowie na poważne wyzwana, na pierwszą ligę z budżetem powiedzmy takim sobie. Podstawowy plan był inny i to widać po wieku zaproszonych chłopaków z zewnątrz. Mamy tu nieco doświadczenia, bo takie jest zawsze potrzebne, staje się wzorem, ale przede wszystkim zebraliśmy zespół młody, z dużą perspektywą wzrostu. Byłoby super, gdyby większość z nich była w składzie Stali także na końcu drogi, czyli wtedy, gdy naszym celem będzie awans wyżej. To w największej mierze zależy od zawodników. Nie jestem szalony i nigdy nie będę zamykał drogi przed chłopakami stąd. Choćby dlatego chciałbym, aby na naszych treningach pokazywał się utalentowany nastolatek Michał Olejniczak [15-latek właśnie został wybrany do pierwszej siódemki Olimpiady Młodzieży]. Słyszę narzekania, że tych ludzi z Gorzowa na dziś jest znacznie mniej. Daję jednak głowę, że ci, którzy zostali, na pewno dadzą w pierwszej lidze jakość. Powtarzam też, dla nikogo drzwi nie są w Stali zamknięte.

Trener wie najlepiej jaka jest różnica między drugą, a pierwszą ligą.

- To jest kosmos, całkowicie inny świat. Tutaj z każdym przeciwnikiem i w każdym miejscu to będzie walka o życie. Nie przesadzam. Do tego może zostać w naszej grupie 12, a nie 14 zespołów, bo Śląsk Wrocław, Wybrzeże Gdańsk i Spójnia Gdynia starają się o miejsce w lidze zawodowej. Mamy jeszcze SMS Gdańsk, który odbiera punkty, a nie spada. Przy mniejszej liczbie drużyn walka o utrzymanie będzie jeszcze trudniejsza. W czasie rozmów stawiałem prezesowi Zmorze za przykład ostatni w tabeli Grudziądz, który wcześniej też przeszedł prawie bez strat drugą ligę pomorską, a po awansie między nim, a moim Elblągiem, który ostatecznie wygrał rozgrywki, była naprawdę przepaść.

Wiek nowych graczy był ważny przy dokonywanych wyborach kadrowych. Co jeszcze?

- Przy budowaniu składu bezwzględnie musimy mieć wsparcie od ludzi doświadczonych w pierwszoligowych bojach, znających te realia, wiedzących jak tu się po prostu trzeba bić na boisku, aby coś wygrać. Może u nas z warunkami fizycznymi nie będzie jakoś znakomicie, wiem jednak, że stawiam na chłopaków walecznych. Takich, którzy włożą głowę tam, gdzie inni nie odważą się wsadzić nogi. Stawiam na kolektyw. Każda ze stron da od siebie wszystko i utrzymamy się. To będzie sukces, tak to wyzwanie powinniśmy traktować.

Kto więc zagra w Stali w nowym sezonie?

- W bramce mamy Cezarego Marciniaka, który ostatnio grał w Nielbie Wągrowiec oraz naszego młodego, utalentowanego Krzysia Nowickiego. Także dwóch kołowych. Doświadczonego Dominika Droździka z Olsztyna i wracającego do Gorzowa Oskara Serpinę. Lewe skrzydło to Mateusz Stupiński z grającym poprzednio w Poznaniu Miłoszem Bekiszem, a prawe to grający w ekstraklasie w MMTS Kwidzyn Olek Kryszeń, Darek Śramkiewicz i Marcin Gałat. Wreszcie rozegranie. Tu do Mariusza Kłaka, który ze Stalą wywalczył awans, doszli Stasiu Gębala, przyszedł ze mną z Elbląga, występujący w lidze niemieckiej Seweryn Gryszka, również występujący w rezerwach Płocka Adrian Turkowski i Bartek Starzyński. W większości to gracze w okolicach rocznika 1990, nieco starsi i młodsi. Rozmawiamy jeszcze z młodymi chłopakami do drugiej linii, bo tam musimy być liczniejsi, ale nie rozpatrujemy wszystkich ofert, bo budżet już nie jest z gumy.

Kiedy zobaczymy nowy, gorzowski zespół na boisku w jakiejś w grze kontrolnej?

- Trenujemy na miejscu przez najbliższy miesiąc, w zajęciach będzie mi pomagał Łukasz Bartnik. Docieramy się organizacyjnie, dlatego obóz wpisałem w kalendarz trochę później niż zwykle. Po tygodniu w połowie sierpnia w Dębnie zostaną nam trzy tygodnie do ligi. Długo nie miałem żadnej umówionej gry. To jest mistrzostwo świata, tak nigdy nie było z żadną drużyną, ale najpierw musieliśmy poukładać inne sprawy. Myślę, że już w przyszłym tygodniu zagramy pierwszy sparing i zaczniemy zgrywać tych chłopaków. Na razie szukam mniej wymagających rywali, bo takich potrzebujemy na początku drogi, gdy przed chwilą zjechaliśmy się do Gorzowa z różnych stron kraju. Wiem jednak, że nasze spotkanie nie jest chwilowe, przypadkowe. Chcemy powalczyć tutaj o ważne cele.

Trener Molski oficjalnie wrócił do Gorzowa. Ze Stalą trenuje dziewięciu nowych graczy

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.