Kibice, których spotykam na różnych stadionach twierdzą, że jestem z Szamotuł, a ja za każdym razem prostuję: nieprawda, jestem ze Słubic - powiedział Łukasz Fabiański. Na spotkanie z bramkarzem piłkarskiej reprezentacji Polski przyszło kilkuset mieszkańców, wielu ubranych w barwy narodowe. Prawie każdy z nich chciał zdobyć autograf bohatera lub zrobić z nim wspólne zdjęcie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gorzowski sport i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

31-letni Fabiański urodził się w Kostrzynie nad Odrą, ale całe jego życie jest związane ze Słubicami. Tutaj chodził do szkoły, stawiał pierwsze kroki w piłce nożnej w młodzieżowych drużynach Polonii. - Doskonale znamy jego historię - mówili nam kilkunastoletni chłopcy, którzy z piłką i ze zdjęciami swojego idola, cierpliwie czekali na autograf. Jednej z nich miał dla nas szczególną historię. - Też mam na imię Łukasz i również gram w Polonii. Co prawda nie jestem bramkarzem, ale widziałem wszystkie mecze reprezentacji. Pan Fabiański to dla nas wielki wzór do naśladowania. Trenerzy powtarzają nam, że jeśli on wybił się i gra dla Polski, to i dla nas taka droga też jest możliwa. Gdzie pan Łukasz broni? Dla Polski. I jeszcze w Anglii w Swansea.

Zobacz wideo

_

W Słubicach obrodziło ostatnio w Łukaszów i Fabianów, nie musimy tłumaczyć dlaczego. - Naprawdę to wielka sprawa, że chcieliście tu dla mnie przyjść, jest was tak wielu, choć pora nie jest może najszczęśliwsza, bo dopiero minęła trzynasta. Bardzo dziękuję za to wsparcie dla mnie i dla polskiej drużyny - mówił wyraźnie wzruszony Fabiański. Na chwilę musiał przerwać, łzy ewidentnie cisnęły mu się do oczu. Takiego go zapamiętamy z tego Euro, gdzie zatrzymał Szwajcarię, a Portugalia pokonała biało-czerwonych dopiero w rzutach karnych. Z tego studia telewizyjnego po przegranym meczu, w którym stwierdził, że zawiódł drużynę i po prostu się rozpłakał. Scena rozdzierająca serce każdego kibica.

- Jestem ambitnym człowiekiem i dalej będę ciężko pracował, walczył o swoje, o miejsce w polskiej bramce, a wezmę to, co mi przyniesie los, bo drogi sportowca nie są nigdy proste - mówił Fabiański do kibiców na placu przed słubickim urzędem miasta. - Euro było niezłe, choć skończyło się na ćwierćfinale, a jako zespół na pewno chcieliśmy więcej. Przed nami eliminacje do mistrzostw świata i tam znów powalczymy o jak najlepsze wyniki. We Francji kibicowałem Włochom, ale w finale nie zagrają. Kto wygra? Jestem za gospodarzami, tam grają moi koledzy z drużyn klubowych.

"Hej Łukaszu ty nasza radości, pilnuj zawsze swej bramki z godnością. Bądź bramkarzem najlepszej jakości i dasz radę tym wszystkim trudnościom. Gdy już Euro nie będzie na fali, my cię zawsze będziemy wspierali" - śpiewały Fabiańskiemu "Jerzyki", a ich nagranie to był jeden z wielu prezentów, który trafił do rąk bramkarza.

Na koniec padło pytanie: gdzie słynny słubiczanin zamieszka po zakończeniu kariery? - Jeszcze trochę chciałbym pograć w piłkę na najwyższym poziomie, coś wygrać z moimi zespołami, z reprezentacją Polski. Pewnie najpierw porozmawiam o tym z żoną. Wiem na pewno, że wrócimy do Polski, a czy do Słubic? Nie wykluczam, jest nadzieja - zakończył Fabiański i zaraz został przechwycony przez łowców autografów.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca
Więcej