Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gorzowski sport i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Marek Cieślak jako zawodnik był Drużynowym Mistrzem Polski razem z Włókniarzem Częstochowa, trzy razy startował w finałach indywidualnych mistrzostw świata, zdobył cztery medale z biało-czerwoną drużyną. Znacznie większe sukcesy odnosił jako trener. W 2016 roku mija 50 lat jego żużlowej drogi. "Dość liczb. Żużel to ludzie. To twarze. Czasem umorusane, a czasem upierdolone. Żużel to przygoda życia i kopania anegdot." - przekonuje bohater książki, który stworzył ją razem z dziennikarzem sportowym Wojciechem Koerberem. Wybraliśmy z niej trzy fragmenty. Żużel to także ważna część sportowego Gorzowa. Zatem we wspomnieniach Cieślaka nie mogło zabraknąć historii związanych z lubuskimi klubami.

Z Edkiem Jancarzem w podróż życia

By wyjechać do Anglii musiałem dostać pozwolenie z klubu, z Polskiego Związku Motorowego, z komitetu miejskiego partii i z komitetu wojewódzkiego PZPR. A na koniec jeszcze... od żony. No i pojechaliśmy z Edkiem Jancarzem - ja do White City, a on do londyńskiego Wimbledonu. W stolicy mieli jeszcze trzeci klub żużlowy - Hackney, którego barwy reprezentował wcześniej Zenek Plech.

Co tu dużo gadać, wybraliśmy się z Edkiem w podróż życia. Z paszportem w ręce, o czym w tamtych czasach wielu mogło tylko pomarzyć. Pojechaliśmy w nieznane moim polskim fiatem 125 i z przyczepką, na którą załadowaliśmy dwa motocykle: jeden Edka, drugi mój. Kierowaliśmy się prosto na stadion White City, choć wielokrotnie podczas podróży zadawałem sobie pytanie, czy ja tam w ogóle trafię. Trafiłem, a na miejscu dostałem od razu nowy silnik Weslake'a, który wsadziłem w ramę. Muszę przyznać, że moje pojawienie się na stadionie wielkiej furory nie zrobiło. Albo inaczej - miejscowi zawodnicy nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Po wyjechaniu na tor trochę się jednak zmieniło. Pokręciłem kilka kółek, a gdy wróciłem na parking, wokół mnie zebrała się grupka żużlowców.

Pierwsze zawody. Akurat jechaliśmy przeciw Wimbledonowi z Edkiem w składzie. To znaczy mieliśmy jechać, bo nie musiałem specjalnie patrzeć w górę, by mieć pewność, że leje. Rozłożyłem sobie siedzonko w swoim boksie i myślę: "Nic z tego nie będzie". Nagle patrzę, a moi koledzy wszyscy przebrani. To i ja pobiegłem do szatni. Wyjechał traktor, obsługa toru nasypała w tę wodę trociny i jazda! Tymczasem w Polsce nie byłoby nawet tematu - odwołaliby bez żadnych prób. Wywalczyłem 11 punktów plus bonus.(...)

Ja jeździłem w środy, a Edek w czwartki, więc on przyjeżdżał mi pomagać w środy, a ja pomagałem mu w czwartki.

Ty możesz jeść przed meczem?

Zielona Góra kusiła mnie trzy lata. I niemal trafiłem tam po 2007 roku. (...)

W Zielonej przesiedziałem rok (2011). Na papierze skład wyglądał obiecująco, jednak karambole szybko zmieniły ten obraz. Na początku nogę złamał Grzesiek Zengota, a później, podczas derbów w Gorzowie, kontuzji kręgosłupa uległ Rafał Dobrucki. Przegraliśmy kilka meczów, ale powiedziałem, że odrobimy straty.

Przyszedł czas na decydujący mecz ze Stalą Gorzów o wejście do finału play-off. Nie mogliśmy skorzystać z kontuzjowanego Hancocka, a u rywali Nicki Pedersen, Gollob, Zagar, Iversen, młody Zmarzlik... Potęga niesamowita! Tymczasem my ledwo zipaliśmy. Po czterech biegach prowadziliśmy jednak zdecydowanie, bodajże 19:5. Gdy awans do finału mieliśmy już zapewniony, przyszedł do mnie prezes Dowhan i zapytał:

- Gdzie ten Gorzów?!

Nie wytrzymałem.

- Przed meczem cały zarząd dostał sraczki, a teraz już ozdrowiał i taki pewny siebie?

Gdy jechałem autem na wspomniany mecz, słuchałem w radiu prezesa. Mówił, że nie będzie nas karał za to spotkanie, z czego jasno wynikało, że przewidywał wpierdol. Pomyślałem: ładnie nas podbudowujesz...

Przed spotkaniem poszedłem po jedzenie. Nałożyłem sobie, a za chwilę przylatuje dyrektor Kawicki.

- Ty możesz jeść przed meczem? - Nie mógł wyjść z podziwu, że jestem w stanie przełknąć coś przed derbami z Gorzowem. Takie klimaty. (...)

Prawda jest taka, że prezesa Dowhana, ksywa "Różowa Koszula", można lubić lub nie, ale bez niego Falubaz szybko przeniósłby się na drugą stronę ulicy. A wiecie, co się znajduje po drugiej stronie ulicy Wrocławskiej? Cmentarz.

U Zmarzlików nie było zasłon

Kolejny przedstawiciel młodego pokolenia nazywa się Bartosz Zmarzlik. (...) On nie jest tak rozrywkowy, za to bardziej rodzinny. Ja go jednak bardzo lubię, podobnie jak jego rodziców. Pewnego razu zapragnęli mieć taką samą papugę jak ja. Słyszeli, że u nas taka żyje, stąd Bartek zwrócił się z prośbą o pomoc w zakupie. Żona zadzwoniła zatem do handlarza z Rybnika i zamówiliśmy papugę. Rodzina przyjechała do nas zaopatrzona w klatkę, zabrała ptaka, a za dwa dni z reklamacją dzwoni pani Zmarzlikowa:

- Panie Marku, ale ta papuga nie gada!

- A jak się Bartek urodził, to gadał po dwóch dniach? - spytałem retorycznie.

Choć trzeba przyznać, że na żużlowym torze Bartek uczył się wszystkiego szybciej niż rówieśnicy.

Niestety, gadać papuga się nie nauczyła, bo długo u familii Zmarzlików nie pożyła. Zdechła. Nie wiem dokładnie, z jakiego powodu, choć wydaje mi się, że przyczyną mógł być brak zasłon w pomieszczeniach. Uczulałem ich, że gdy się papugę wypuszcza z klatki, to będzie leciała do światła, a jak walnie głową w okno, to po niej. Tymczasem gdy byłem u Bartka w domu, żadnych zasłon nie widziałem.

Moja papuga będzie żyła 60 lat. Nie wiem tylko, co zrobi, gdy my z żoną pomrzemy, bo dla takiego członka rodziny jak ona będzie to prawdziwą tragedią. Kiedy gospodarz wykorkuje, papuga rychło potrafi pójść za nim.

"Pół wieku na czarno", Marek Cieślak i Wojciech Koerber, Wydawnictwo SQN 2016

Marek Cieślak spotka się z sympatykami żużla i będzie podpisywać swoją książkę w C.H. Panorama w sobotę, 23 kwietnia, o godz. 11:30, a spotkanie poprowadzi dziennikarz radiowy Roman Błaszczak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.