To sprawa bez precedensu. Andrzej Gonerski został poważnie zraniony w oko podczas zawodów żużlowych w 2012 r. Sąd odwoławczy zdecydował, że kibicowi należy się wysokie odszkodowanie. Może się okazać, że takie orzeczenie zmieni polski żużel...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Andrzej Gonerski ma 23 lata, właśnie kończy studia telekomunikacyjne w Poznaniu. Gorzowskiej Stali kibicuje od małego. Na żużel chodzi do dziś. Kupił już karnet na nowy sezon. Nie zraził go do tego sportu nawet koszmarny wypadek sprzed ponad trzech lat. - Przesiadłem się tylko na wysoką trybunę, tam lepiej widać. I oczywiście jest bezpieczniej - mówi "Wyborczej" Gonerski.

Wszystko działo się w lipcu 2012 r. podczas III rundy Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski rozgrywanych na stadionie żużlowym w Gorzowie Wielkopolskim. Podczas jednego z ostatnich wyścigów spod koła jednego z motocykli z dużą siłą wyleciał nierozdrobniony kamień. Andrzej stał nad ostatnim rzędem krzesełek, był w okularach. "Pocisk" z toru trafił prosto w szkiełko, a to wbiło się w lewe oko. Z przeciętą rogówką, tęczówką i raną źrenicy młody chłopak jeszcze tego samego wieczora trafił na stół operacyjny w gorzowskim szpitalu. Dziś kibic widzi niewiele, mocniej razi go słońce. Oka nie da się zoperować.

To 8 proc. uszczerbku na zdrowiu - napisała w opinii biegła okulistka Danuta Przerwa, powołana w czasie procesu apelacyjnego.

Jeden kamień, dwa zupełnie inne wyroki

Przed rokiem sąd pierwszej instancji uznał, że kibicowi odszkodowanie się nie należy, bo był to "typowy nieszczęśliwy wypadek". Organizator (w tym przypadku stowarzyszenie Stal Gorzów) musiał mieć wykupione ubezpieczenie, choćby podstawowe - od odpowiedzialności cywilnej. I takie organizator posiadał. Sąd uznał też, że organizator nie zawinił. Wszelkie regulaminowe i ustawowe normy zostały spełnione. I to wystarczyło, by nie wypłacać odszkodowania.

POLECAMY: Sąd w I instancji: "Takie piękno tego sportu, że się kurzy"

Gonerski odwołał się od tej decyzji sądu. - Od początku było widać, że sąd w drugiej instancji inaczej podszedł do tej sprawy - komentuje kibic żużla.

We wtorek w wydziale cywilnym Sądu Okręgowego w Gorzowie zapadł wyrok. Zmieniony o 180 stopni! Trzyosobowy skład sędziowski pod przewodnictwem sędzi Barbary Janiak uznał, że kibic powinien jednak otrzymać odszkodowanie od klubu. I to wysokie! Dokładnie 40 tys. zł z ustawowymi odsetkami (ok. 6 tys. zł). Stal musi też pokryć koszty leczenia (547,10 zł) oraz dodatkowo zapłacić kibicowi blisko 7 tys. zł kosztów sądowych. Wyrok jest prawomocny.

"Zabezpieczenia nie są wystarczające"

- Najbardziej sporną okolicznością było to, czy w sprawie można mówić o zawinieniu pozwanego. Sąd Okręgowy uznał, że można i nie podzielił poglądu sądu pierwszej instancji - powiedziała sędzia sprawozdawca Danuta Soroka.

Zaznaczyła, że jednym z głównych obowiązków organizatora jest zapewnienie bezpieczeństwa. Nie tylko zawodników, ale także kibiców. - W tym sporcie motorowym korzysta się z pojazdów, co do których sam ustawodawca przewiduje zwiększoną odpowiedzialność na zasadzie ryzyka. Staranność organizatora powinna więc przekraczać staranność profesjonalisty. Ten wysoki poziom staranności nie został zachowany. Materiał z toru dostał się na trybuny, czyli istniejące zabezpieczenia nie są wystarczające i nie zapewniają bezpieczeństwa kibicom zasiadającym na trybunach. To nie był przypadek, że kamień wydostał się na trybuny. W tej sprawie przypadkiem może być tylko to, że element toru trafił dokładnie w oko kibica. Dlatego sąd uznał, że istnieje odpowiedzialność strony pozwanej - uzasadniała sędzia Soroka.

Andrzej Gonerski triumfował: - Właśnie o to od początku walczyliśmy - o elementarną sprawiedliwość, czyli odpowiedzialność organizatora za to, co się dzieje podczas zawodów. Dziś czuję satysfakcję.

- A pieniędzy na pewno nie wydam na głupoty - uśmiechał się kibic Stali.

Będą zmiany na stadionach żużlowych?

Klub i ubezpieczyciel muszą ten wyrok zaakceptować. Mają jednak wiele pytań... - Nie wiem co to znaczy, że staranność klubu żużlowego ma być większa niż przeciętnego specjalisty czy też profesjonalisty - komentuje adwokat Robert Majchrzak, reprezentujący Stal Gorzów. Wtóruje mu radca prawny Łukasz Wilmiński, przedstawiciel firmy ubezpieczeniowej Gothaer. - Sąd nie wskazał, na czym dokładnie miał polegać błąd czy niedopełnienie obowiązków przez organizatora. To sprawa precedensowa i na pewno kontrowersyjna. Bo klub dopełnił wszelkich formalności.

Jak takie orzeczenie może zmienić polski żużel? - pytam.

- Nie sądzę, by zabezpieczenia trybun się zmieniły, na stadionach pewnie nie pojawią się teraz szyby pleksi, znane z aren hokejowych. Jedyne co może się zmienić to zakres posiadanych polis przez kluby sportowe czy żużlowe. Mając świadomość takich orzeczeń kluby będą musiały się ubezpieczać w bardziej zaawansowany sposób. Podstawowe ubezpieczenie OC (odpowiedzialności cywilnej) może nie wystarczyć - podkreśla Łukasz Wilmiński.

- Cieszę się, że sądowa gehenna naszego kibica dobiegła końca - mówi "Wyborczej", Ireneusz Maciej Zmora, prezes Stali Gorzów. Zaznacza, że to firma ubezpieczeniowa uznała, że kibicowi nie należą się pieniądze. I dlatego kibic poszedł do sądu. - A jeśli sąd uznał, że do zdarzenia doszło z winy organizatora, to pieniądze kibicowi wypłaci ubezpieczyciel - podkreśla Zmora.

Prezes czeka na uzasadnienie wyroku. - Dziś nie wiemy, co musimy zrobić, by uniknąć podobnych problemów w przyszłości. Czekamy na sugestie sądu, którą mogą mieć znaczenie dla całego polskiego żużla - kończy prezes Stali.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Tomasz Jonasz To nie siła wyższa zniknęła z kodeksu cywilnego tylko masz poważne braki w wykształceniu. Jest taki przepis art. 5 ust. 2 pkt 1 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, który mówi o tym , organizator imprezy masowej jest obowiązany zapewnić bezpieczeństwo osobom uczestniczącym w imprezie. Organizator zawodów żużlowych ma zatem obowiązek przeprowadzić tak zawody , by widzom nie stała się krzywda. To oczywiste , że jeżeli kamień trafił widza w oko , to organizator ponosi odpowiedzialność za ten stan rzeczy. W normalnym państwie sąd nie miałby problemów z wyrokiem w takiej sprawie , bo sprawa jest oczywista. W związku z tym że Polska nie jest krajem normalnym, sąd pierwszej instancji orzekł że to był "typowy nieszczęśliwy wypadek". Niestety, polskie sądy stać na takie wyroki. Decydują tutaj wpływy , a środowisko żużlowe to bardzo mocny gracz na rynku politycznym. Niestety , sąd drugiej instancji także nie stanął na wysokości zadania , bo te 40 000 złotych poszkodowany powinien otrzymać za same "wrażenia" z imprezy. Utarta wzroku w jednym oku dla magistra , który będzie wykonywał pracę umysłową to uszczerbek zdrowia na cale życie. Stan drugiego oka będzie się pogarszał, co może doprowadzić do utraty zdolności do wykonywania zawodu. Zdaję sobie sprawę z tego , że ta sprawa nie zamyka roszczeń poszkodowanego. Problem w tym , że klub może przestać istnieć, zaś dziś poszkodowany ma szansę skutecznie dochodzić roszczeń od ubezpieczyciela. Szkoda że Gazeta nie podała górnej granicy jego odpowiedzialności.
    @badziewiak66 Nie masz racji. Przepis o bezpieczeństwie imprez masowych, na który się powołujesz, jest dość ogólny. Ważniejsze są tu przepisy wykonawcze czyli rozporządzenia, które precyzują, jak konkretnie organizator ma zabezpieczyć imprezę. Jeśli w jakiejś kwestii nie ma szczegółowego rozporządzenia, można przyjąć, że obowiązują powszechnie przyjęte normy zwyczajowe. Jeśli wszystkim tym przepisom wykonawczym i przyjętym normom organizator się podporządkował, znaczy to, że nie ponosi winy, zaś przyczyną wypadku jest "siła wyższa". I nie ma znaczenia, czy to właśnie "żużlowe lobby" wymusiło, aby w przepisach wykonawczych nie było obowiązku instalowania szyb plexi. Jeśli takiego zapisu nie ma, to organizator jest bez winy. Owszem, można, a może nawet powinno się, po takim wypadku wnioskować o zmianę przepisów, ale to już inna para kaloszy, bo ew. nowe przepisy nie zadziałają wstecz.
    już oceniałe(a)ś
    0
    3
    @badziewiak66 Piekny wywód Godny prawdziwego członka palestry A teraz napisz: JAK zapewnic aby dobinki luznej nawierzchni nie słuchały siły odsrodkowej? Moze szklane ekrany co? Kto chodzi na zuzel i jest w pełni władz umysłowych ten wie ze moze dostac odamkiem , zostac ubrudzony , a nawet oberwac wlatujacym na trybuny motocyklem. Wszytsko to widziełm na własne oczy.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @siekieraaxe "Kto chodzi na żuzel i jest w pełni władz umysłowych ten wie ze może dostać odłamkiem" ( poprawiłem te odamki ). Trumny ze sobą bierzcie drodzy kibice żużla ! No i ma się rozumieć konieczne garnitur, żeby rodzina nie musiała się męczyć.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Skandalicznie niskie odszkodowanie jak i niewiarygodnie niskie koszty leczenia, Człowiek stał się "praktycznie jednooczny" z wszystkimi konsekwencjami tego stanu do konca życia. Praktyczność jednooczna jest specjalistycznym,okulistycznym określeniem.Przedstawione koszty leczenia są błędne i lepiej żeby ich nie przedstawiano,bo to rzutuje na społeczne postrzeganie ogólnych kosztów leczenia w polskiej służbie zdrowia. Sędzia który takie zasądził koszty wykazał się niezbornością intelektualną nieco mniejszą niż większość społeczeństwa gdyż ci ostatni często leczą się za darmo.Oczywiście mają na myśli publiczną sł.zdrowia. Organizator powinien opłacić cały koszt leczenia ,nie płaci on przecież składki zdrowotnej do NFZ-tu.Czy sędzia o tym nie wie ?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    > To nie był przypadek, że kamień wydostał się na trybuny. > W tej sprawie przypadkiem może być tylko to, że element toru trafił dokładnie w oko kibica. Owszem, był. Gdyby tak nie było, to na trybuny trafiałoby znacznie więcej "elementów toru". Rozumiem, że sąd przeszukał trybuny i znalazł takowe.
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    Ciekawe będzie pisemne uzasadnienie wyroku, bo opierając się na artykułach prasowych można tylko stwierdzić, że wyrok jest co najmniej absurdalny. Sąd musiał wskazać na ewidentną winę organizatora, żeby wydać taki wyrok. Ja wciąż tej winy nie widzę, w ogóle od kiedy "siła wyższa" zniknęła z kodeksu cywilnego???
    już oceniałe(a)ś
    1
    3