Cztery razy zdobywali złoto mistrzostw świata, byli najlepsi na Igrzyskach Olimpijskich w 2008 roku w Pekinie. Uznawano ich za najpiękniej pływającą osadę w historii. I dopiero na koniec fantastycznej, sportowej historii "dominatorów" z czwórki podwójnej w komplecie spotkaliśmy w Gorzowie. - Musieliśmy tu być, przecież jeden z nas ma swój wielki dzień - zgodnie podkreślali koledzy Michała Jelińskiego z legendarnej już osady. Wioślarz AZS AWF zakończył piękną karierę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Adam Korol z Gdańska, Marek Kolbowicz, Konrad Wasielewski (obaj ze Szczecina) i nasz Michał Jeliński... - Aby wspólnie zrobić coś wielkiego, w zespole czy w osadzie musi być chemia - opowiadał Kolbowicz. - I tak właśnie było z Michałem. My z Adamem byliśmy w tej czwórce wcześniej, też pływaliśmy wysoko na świecie, ale wiedzieliśmy, że ten chłopak z Gorzowa po prostu musi dołączyć do naszej osady, aby moc była jeszcze większa. I to był klucz do sukcesu. To, co się dalej działo, jest trudne do opisania w kilku słowach. Uświadamiają mi to małe szkraby, które spotykają nas na różnych imprezach, proszą o autograf, mówią, że jesteśmy ich idolami. Wtedy tylko odwracasz się i ryczysz.

Mówią koledzy ze złotej osady - Marek Kolbowicz i Adam Korol

Najbardziej wzruszający moment to podium w Pekinie, gdzie Jeliński strasznie płakał, aby w końcu przytulić się właśnie do swojego kolegi. - Mięczak - stwierdził z uśmiechem Kolbowicz. - Zresztą taki sam jak ja. Cała Polska i pół świata wie, że Michał zdobył olimpijskie złoto, będąc chorym na cukrzycę. Ludzie, przecież to jest jakieś szaleństwo. Udowodnił sobie i innym, że można tego nie traktować jak chorobę. Żyć z tym, radzić sobie, i to jak. Jestem dumny, że przez te wszystkie lata pływaliśmy razem, bo Michał to mądry człowiek. Do sportu, do osiągania niesamowitych wyczynów potrzeba właśnie mądrych ludzi.

Michał Jeliński: Odchodzę z bólem serca

"Dominatorzy" jeszcze raz spotkali się na przystani, przygotowali sobie łódź, sami znieśli ją na wodę. - Pięknie to się spięło, bo w 1995 roku też startowałem w Gorzowie w regatach, nawet nie pamiętam, jakie zająłem miejsce, pewnie odległe. Dobrze, że regaty wracają na Wartę i oby odbywały się tu cyklicznie - mówił Jeliński tuż przed swoim ostatnim wyścigiem wioślarskim w domu. - Jestem sentymentalny, a więc trudno, aby nie było mi smutno, że te 20 lat w sporcie tak szybko zleciało. Zaraz po igrzyskach w Londynie miałem jeszcze nadzieję, że dopłynę do Rio de Janeiro, ale życie pokazało co innego. Nie da się pogodzić wyczynu na olimpijskim poziomie z innymi wyzwaniami. Dlatego zdecydowałem, że dwa lata odchodzenia od poważnego ścigania to okres wystarczający, aby ostatecznie powiedzieć "koniec". Oczywiście nie zrywam ze sportem, będę wiosłował, brał udział w różnych wydarzeniach, ale zdobywanie kolejnych laurów na światowym poziomie zostawiam już innym.

- Mam nadzieję, Michał, że opłaciłeś wszystkich rywali, abyśmy tu porządnie wypadli - żartował Adam Korol, gdy czwórka odbiła od pomostu przystani AZS AWF. Ostatecznie skończyło się na drugim miejscu. - Ale to była bardzo pewna, druga lokata - śmiał się Jeliński. Bardzo pewna, bo za "dominatorami" już nikt nie płynął.

Na bulwarze rozpoczął się ostatni akord Jelińskiego - wielkiego sportowca. Mistrz wziął na ręce syna Wojtka i... zaskoczył wszystkich. - Ściągnąłem was tu pod pretekstem zakończenia kariery, ale tak naprawdę chciałem się spytać, czy jednak nie powalczymy o Rio - na to pytanie Michał usłyszał entuzjastyczne: "jasne, że tak!"

- Na poważnie to dziękuję, że jesteście tu ze mną, to były fantastyczne wspólne lata, zmieniliście moje życie. Kończymy z wygrywaniem w łodzi, ale na pewno nie kończy się nasza przyjaźń - mówił wzruszony Jeliński.

I jeszcze jedno, ważne wydarzenie. Gdy karierę kończył dwukrotny wioślarski mistrz olimpijski Tomasz Kucharski z AZS AWF, przekazał symboliczne wiosło właśnie Michałowi. Teraz otrzymał je Zbigniew Schodowski. - Zbyszek właśnie zdobył brąz mistrzostw świata w ósemce - powiedział Jeliński. - Walcz, chłopie, ze wszystkich sił, teraz ty musisz przywieźć do Gorzowa kolejny wioślarski medal z igrzysk w Rio.

A co z "dominatorami"? - Jeszcze pewnie parę razy popływamy, bo Marek i Konrad przecież jeszcze nie skończyli karier - stwierdził Adam Korol. Zapomnieć? Nie da się. Michał i jego koledzy z czwórki podwójnej zrobili naprawdę wiele, aby na zawsze byli już nieśmiertelni... Pięknie dziękujemy!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej