Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W trakcie minionego długiego weekendu w Niemczech (29 maja - 1 czerwca) granice Polski przekroczyło blisko 340 tys. osób. Nie spełniły się czarne scenariusze, których świadkami byliśmy w marcu i tydzień wcześniej. Co nie oznacza, że ruch na przejściach był płynny przez cały czas - zdarzały się korki.

CZYTAJ WIĘCEJ: Koronawirus. Długi weekend w Niemczech za nami, tym razem na granicy tragedii nie było

Większość z tych 340 tys. osób, to te, które przejechały przez jedno z przejść na granicy polsko-niemieckiej.

- Funkcjonariusze Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej oraz oddelegowani do wsparcia działań realizowanych w ramach tymczasowo przywróconej kontroli granicznej funkcjonariusze SG z innych oddziałów i ośrodków szkolenia SG, odprawili 263 633 podróżnych oraz 123 739 pojazdów. Funkcjonariusze zawrócili również 845 cudzoziemców, którzy nie spełniali warunków wjazdu do Polski - informuje Joanna Konieczniak, rzeczniczka Nadodrzańskiego Oddziału SG.

Granicę polsko-niemiecką pokonamy w: Jędrzychowicach, Olszynie, Świecku, Krajniku Dolnym, Kołbaskowie, Świnoujściu-Garz, Zgorzelcu, Gubinie, Słubicach i Kostrzynie.

Najbardziej ruchliwym dniem był początek długiego weekendu u naszych zachodnich sąsiadów, czyli piątek 29 maja. Wówczas służby skontrolowały dokumenty 125 tys. osób.

"Od 15 marca funkcjonariusze SG w dostępnych przejściach granicznych na terenie woj. lubuskiego i dolnośląskiego skontrolowali 1 294 189 podróżnych oraz 592 912 pojazdów".

Wcześniej wspomnianych 845 cudzoziemców nie mogło wjechać do Polski z pewnych względów. - Te osoby nie posiadały wymaganych dokumentów. Nie miały żadnych kart pobytu, zezwolenia na pracę, ani nie były współmałżonkami obywatela naszego kraju - tłumaczyła w kwietniu Konieczniak.

Oprócz takich przypadków, nie braknie amatorów narkotyków, którzy zaliczają wpadkę podczas kontroli. W piątek pogranicznicy zatrzymali w Przylasku (pow. żagański) 40-latka pod wpływem marihuany. Funkcjonariusze w mig wyczuli od niego zapach "trawki", a to, że był nią odurzony było widać gołym okiem. Znaleźli przy nim pudełko, w którym wcześniej trzymał susz. Palacza przejęła policja ze Świeradowa.

Kolejnym kierowcą złapanym za kółkiem po "dragach" był o dwa lata starszy mężczyzna w Boboszowie (woj. dolnośląskie, pow. kłodzki).

- Podczas kontroli pies służbowy do wyszukiwania substancji narkotycznych oznaczył fotel pasażera pojazdu na obecność narkotyków. W trakcie przeszukania pojazdu funkcjonariusze SG nie ujawnili substancji narkotycznych, jednak gdy kierowcę poddano testowi na zawartość narkotyków w organizmie okazało się, że mężczyzna jest pod ich wpływem - mówi rzeczniczka. Tak jak w poprzednim przypadku, złapanym zajęła się policja, ale z Bystrzycy Kłodzkiej.

Są też tacy, którzy chcą przemknąć przez granicę niezauważenie i liczą na odrobinę szczęścia. W sobotę taką nieudaną próbę zaliczyli 15- i 17-latek. Chłopcy przedostali się do kraju przez most graniczny w Kostrzynie. Dlaczego nie zrobili tego w legalny sposób? Okazało się, że starszego z nich poszukuje sąd rejonowy w Stargardzie, bo ten uciekł z młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Został przekazany policji, po jego młodszego kolegę przyjechał opiekun prawny.

Tego samego dnia pogranicznicy sprawdzali busa na czeskich tablicach rejestracyjnych w Leśnej (woj. dolnośląskie, pow. lubański). Podróżowało nim siedmiu Ukraińców.

- W trakcie przeprowadzonej kontroli legalności pobytu ustalono, że cudzoziemcy do Polski przyjechali dzień wcześniej. Granicę z Ukrainą przekroczyli okazując wizy z prawem do pracy, którą wykonywać mieli na terenie woj. mazowieckiego i łódzkiego. Obywatele Ukrainy w wieku 30-62 lat nie zamierzali pozostać w Polsce tylko od razu udali się w kierunku granicy z Republiką Czeską, gdzie zamierzali przekroczyć granicę w miejscu niedozwolonym i podjąć zatrudnienie u naszych południowych sąsiadów - wyjaśnia Konieczniak.

Jako że nielegalnym był plan grupki mężczyzn, a w dodatku chcieli uniknąć kwarantanny we wskazanym przez siebie miejscu, ich wizy zostały unieważnione. Decyzję podjął komendant SG w Zgorzelcu. Nakazał również cudzoziemcom zobowiązać się do powrotu do swojej ojczyzny. Przekazano ich ukraińskim służbom w ramach readmisji w Medyce.

CZYTAJ TEŻ: Koronawirus. Ukrainiec przepłynął wpław rzekę, by dostać się do Polski

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.