Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niemiecka drużynie słynie z tego, że od startu narzuca trudną do wytrzymania presję. I w Zielonej Górze nie uczyniła wyjątku. Metodycznie broniła ostro na całym boisku, a trener John Patrick dokonywał zmian w niesamowitym tempie. Ta intensywność ogólnie się opłacała, bo goście wygrywali po pierwszej kwarcie 21:16. Tylko balansowanie na granicy faulu wychodziło im ryzykownie. Sędziowie nie przymykali oczu na grę zbyt twardą. Już w pierwszej kwarcie odgwizdali graczom MHP Riesen siedem przewinień.

Wstęp do sakramencko trudnego dla mistrzów Polski, lecz także ciekawego meczu był intrygujący. A jeszcze jeden z rywali - Rocky Trice błyszczał w tym okresie jak za najlepszych spotkań w barwach Energi Czarnych Słupsk i Śląska Wrocław. W siedem minut Amerykanin minut upolował 10 pkt.

Trzy wielkie bębny w sektorze fanów z Ludwigsburga niosły drużynę do coraz wyraźniejszej przewagi. Na niespełna pięć minut przed końcem drugiej kwarty było już 23:36. Kłopot prowadzących poległ jednak na tym, czy tempo faulowania i gwizdania fauli sprowadzi na nich poważne kłopoty? Pytanie wydawało się o tyle zasadne, że w drugiej kwarcie na konto zawodników MHP Riesen wpadło 12 (!) fauli. Cierpliwość opuszczała trenera i graczy niemieckiej ekipy. Zaczynały się nerwy, protesty. I Stelmet skorzystał, jeszcze przed długą przerwą w meczu odrobił 13 pkt straty, dopadł przeciwnika.

Po 20 minutach walki wynik 42:44 w sumie niewiele mówił, jak to się może skończyć. Okazało się jednak, że trener John Patrick miał w zanadrzu plan B, a jego koszykarze potrafili grać tak, aby nie faulować. Nie ucierpiały na tym dobre strony ich basketu. Dzięki temu w trzeciej kwarcie często przejmowali piłkę w obronie, rozbijali akcje Stelmetu, a kiedy sami przechodzili do ataku, byli w tym nieco skuteczniejsi niż mistrzowie Polski i odbudowali cześć wcześniej posiadanej przewagi. Na kwartę przed końcem spotkania drużyna MHP Riesen wygrywała 63:55. Nie bez znaczenia były w tym ofensywne zbiórki i ponawiane przez gości z Niemiec akcje. Bo kiedy nie grzeszyli skutecznością rzutów, od czasu do czasu mogli uratować się dobitką. Przy czym według trenera Stelmetu Saso Filipovskiego "od czasu do czasu" zdarzało się stanowczo za często.

W czwartej kwarcie zielonogórski zespół poprawił się w pilnowaniu zbiórek pod własną tablicą. I w ogóle wyglądał na taki, który na finisz zachował więcej sił i atutów. Przewaga gości topniała, a grzmot z bębnów chwilami nikł wśród okrzyków: Zastal! Zastal! Mistrz Polski zaczynał bodaj ostatni i najważniejszy w meczu pościg. Cztery punkty prowadzenia gości (72:68) niby nie znaczyło wiele, ale na tym poziomie jednak wiele, zwłaszcza że wynik stanął w miejscu. Ważne akcje kończyły się przestrzelonymi rzutami, bądź ofiarną obroną po obu stronach boiska. Z małego zastoju pierwsi wyrwali się "Niemcy". Mimo że za faule z pierwszej połowy w końcu przyszło im zapłacić utratą dwóch graczy, to jednak zmiennicy dawali radę. Na półtorej minuty przed końcem goście mieli piłkę oraz sześć punktów zapasu na błędy. I chociaż piłkę rychło stracili, to w obronie przewagi wykazali więcej zawziętości i mocniej sprzyjało im szczęście, a Rocky Trice zdał egzamin z odporności na linii rzutów wolnych.

Gwoździem do porażki Stelmetu stało się niesportowe przewinienie Mateusza Ponitki na 7 sekund przed zakończeniem gry. Inna rzecz, że chwilę wcześniej ten sam Ponitka tchnął w Stelmet i w trybuny nadzieję, trafiając piekielnie trudną trójkę. Niesportowego faulu nie mogli darować sędziom fani Stelmetu. Jeszcze żadna załoga arbitrów nie była w tym sezonie w arenie CRS żegnana równie wrogo.

Rozstrzygnie ostatnia kolejka

Zenit ma już spokój - gwarantowaną pierwszą lokatę i awans do następnej fazy Eurocup. Mogą z tego skorzystać gracze z Ludwigsburga. Dla nich Zwycięstwo w Zielonej Górze miało znaczenie, jednak pod warunkiem, że za tydzień wygrają u siebie z Zenitem, a na dodatek w Wenecji także zwyciężą gospodarze. Wówczas zespoły MHP Riesen oraz Umana Reyer z równą liczbą zwycięstw i porażek rozsądzi bilans bezpośrednich starć, korzystny dla ekipy z Niemiec.

Wenecja potrzebuje do szczęścia sukcesu w starciu ze Stelmetem oraz jednoczesnej porażki Ludwigsburga.

Mistrzom Polski wystarczy nawet najskromniejsze - jednopunktowe zwycięstwo w Wenecji. I nie będą musieli nasłuchiwać wieści z Niemiec. Oby tylko reguła otaczające mecze Stelmetu w Eurocup - porażki w CRS i triumfy na wyjazdach - nie przestała obowiązywać w ostatniej kolejce!

STELMET BC ZIELONA GÓRA - MHP RIESEN LUDWIGSBURG 76:81

KWARTY: 16:21, 26:23, 13:19, 21:18.

STELMET: Moldoveanu 17 (2x3), Ponitka 16 (1), Borovnjak 10, Bost 9 (1), Koszarek 5 (1) oraz Szewczyk 6 (1), Djurisić 6 (2), Gruszecki 4, Hrycaniuk 3, Zamojski.

MHP RIESEN: Brockman 19, Trice 14 (2x3), Cotton 10 (2), Waleskowski 7 (1), Johnson 7 (1) oraz O'Neale 11 (3), Loesing 6, McCray 3, Munoz-Borchers 2, Boone 2, Huff.

WYNIKI Z 5. KOLEJKI:

Stelmet Zielona Góra - MHP Riesen Ludwigsburg 76:81, Zenit St. Petersburg - Umana Reyer Wenecja 79:72.

Terminarz grupy L PE koszykarzy:

6. kolejka, 10 lutego: Umana - Stelmet BC (godz. 20.30), MHP Riesen - Zenit (godz. 20).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.