Mistrzowie Polski stracili szansę na skompletowanie dwóch zwycięstw w dwóch meczach o Puchar Europy. Po wyjazdowym triumfie w Ludwigsburgu, we własnej hali Stelmet BC Zielona Góra przegrał w środę 83:92 z Umaną Reyer Wenecja. Do połowy meczu wszystko wyglądało dobrze i obiecująco. Jednak w trzeciej kwarcie europejska wersja Stelmetu BC stała się ubogą wersją ligową. I rywale z Wenecji to wykorzystali. Pokonani dostrzegli w tym udział sędziów - tzn. po meczu złożyli protest przeciwko złym decyzjom arbitrów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Drużyny z Zielonej Góry i Wenecji przez kilkanaście minut rywalizowały tak, jakby zostały nieomal bliźniaczo zbudowane, przygotowane i nastrojone na walkę w środowy wieczór. Niczym przyklejeni do siebie dwaj kolarze na finiszu wyścigu, tak Stelmet i Umana Reyer sunęły przez mecz kosz za kosz. I nie dawało się dostrzec lepszego. Odpowiedzią na trafienie jednych zwykle stawało się trafienie drugich, na pudło - pudło, na stratę - strata itd., a remis lub prowadzenie jednym, góra dwoma trafieniami przeplatały się na tablicy z wynikami.

Potwierdzały się wtedy przedmeczowe zapowiedzi trenera Saso Filipovskiego o 40 minutach ciężkiej i zażartej walki, która zakończy się zwycięstwem, o ile koszykarze się przyłożą, szczęście się uśmiechnie, a kibice pomogą.

Koszykarze, oczywiście się starali. I pod koniec połowy pierwszej z tych starań coś wynikło. Niby jeszcze nic wielkiego, niemniej zielonogórzanie urwali się na prowadzenie, które łamało regułę wyrównanego przebiegu dwóch kwart. Tuż przed długą przerwą w meczu Stelmet BC okazywał się drużyną skuteczniejszą. Taką, która zatrzyma atak rywala, przechwyci piłkę, lecz sama zastopować się nie pozwoli. Trzypunktowe rzuty Karola Gruszeckiego i Przemysława Zamojskiego dawały mistrzom Polski prowadzenie 46:39.

Gdyby wybrać jeden szczegół, z którego wynikała różnica na korzyść polskiej drużyny? Pewnie należałoby wskazać rzuty z dystansu, bo przy ich wykonywaniu Stelmet bił przeciwnika skutecznością blisko dwukrotnie lepszą 43 proc. do 22 proc. Gracze z Wenecji w ogóle nie nadużywali prób trafiania z dystansu. Jedynie 30-letni rozgrywający Mike Green, niegdyś Chimiki Moskwa, oraz 35-letni podkoszowy Tomas Ress, starali się polować na trójki regularnie. Green przed tygodniem odstawił spektakl skutecznej gry w starciu z Zenitem Sankt Petersburg. Zdobył 29 pkt na niezłej skuteczności. I... Najwyraźniej nie miał dość. Bo w środę w Zielonej Górze też udzielał się w akcjach ofensywnych. Miło było patrzeć, jak panuje nad piłką, dzieli się nią (11 asyst). Mniej miło robiło się, gdy składał się do rzutu.

Niemniej Stelmet, sprawiedliwiej dzieląc punktowe zdobycze, stale trzymał się na prowadzeniu. I chociaż zazwyczaj polegało to na ok. 5 oczkach różnicy, to w warunkach środowego meczu była to przewaga nie do pogardzenia. Należało wręcz bronić jej z uporem godnym wyższej sprawy... Tymczasem Stelmet pozwolił sobie na w trzeciej kwarcie na słabość oraz dziurawą obronę. I Wenecja nie dała się prosić. Skorzystała. Wysunęła się na prowadzenie, znacznie poprawiając się w trafieniach z dystansu. Ośmiu włoskich kibiców miało swoje rozśpiewane chwile szczęścia.

Kiedy jednak chwile wydłużały się o minuty, którymi zamykała się trzecia kwarta i otwierała czwarta, notowania drużyny Umana Reyer rosły wraz ze zdobywaną przewagą. Sztuka zatrzymywania ataków, przechwytów i kontr stawała się włosko-amerykańską sztuką z domieszką zaangażowania austriacko-greckiego, czyli krócej mówiąc - rywali Stelmetu.

61:70 po trzech kwartach i 15:31 w tej trzeciej oraz piętrzące się straty - to były dane, który niepokoiły trenera oraz fanów mistrzów Polski. Zmuszały też, by w ostatniej części meczu wznieść się na wyższy poziom koncentracji i energii.

Mistrzowie Polski walczyli, kibice pomagali, lecz przewaga nie chciała stopnieć. Włoski zespół był lepszy w obronie wypracowanego zapasu. Z perspektywy zaangażowanego zielonogórskiego kibica upływające minuty wyglądały też tak, jakby nad powodzeniem rywali czuwała gwiazdka szczęścia i pomyślności. Czasami wpadały trójki w ostatnich sekundach akcji, czasami podania dochodziły nie do tych graczy, do których były kierowane, niemniej piłka wpadała w ręce zawodników w białych strojach.

Na dwie minuty przed końcem spotkania jego losy były nieomal przesądzone. Stelmet przegrywał 72:83. I na finiszu nie zdziałał nic nadzwyczajnego. Ale właściciel zielonogórskiego klubu Janusz Jasiński orzekł, że jego gracze mieli przeciwko sobie nie tylko przeciwników z Wenecji, lecz także jednostronnie błędne werdykty sędziów.

STELMET BC ZIELONA GÓRA - UMANA REYER WENECJA 83:92

KWARTY: 21:22, 25:17, 15:31, 22:22.

STELMET BC: Moldoveanu 15, Ponitka 13 (2x3), Koszarek 12 (1), Borovnjak 10, Bost 6 oraz Szewczyk 12, Gruszecki 6 (2), Zamojski 6 (2), Hrycaniuk 2, Djurisić 1.

UMANA REYER: Green 24 (2x3), Ortner 12, Bramos 9 (1), Ress 9 (3), Jackson 7 (1) oraz Owens 15, Tonut 7, Goss 7 (1), Viggiano 2, Ruzzier.

WYNIKI Z 2. KOLEJKI:

Stelmet Zielona Góra - Umana Reyer Wenecja 83:92, Zenit St. Petersburg - MHP Riesen Ludwigsburg 83:80.

Terminarz grupy L PE koszykarzy:

3. kolejka, 20 stycznia: Stelmet BC - Zenit (godz. 19), MHP Riesen - Umana (godz. 20);

4. kolejka, 27 stycznia: Zenit - Stelmet BC (godz. 18), Umana - MHP Riesen (godz. 20.30);

5. kolejka, 3 lutego: Stelmet BC - MHP Riesen (godz. 19), Zenit - Umana (godz. 18.15);

6. kolejka, 10 lutego: Umana - Stelmet BC (godz. 20.30), MHP Riesen - Zenit (godz. 20).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Więcej