Tekst był opublikowany 4 marca 2011 r.

Z młodszym braciukiem swoim wybralisie na ten jarmark. Dobrze miasta nie znali, bo mieszkali na jednym końcu, a Kaziuki byli na drugom. Ojciec z okna zobaczył, że dwa karenty idą jeden za drugim i przyprowadził. Taki żal mieli do ojca, że nam nie pozwolił na Kaziuka pójść - wspomina Ryszard Sągajłło. 

I miały "karenty" czego żałować. Do dziś wilnianie wspominają obrazy z prawdziwych Kaziuków. I smak pierników czy smorgońskich obwarzanków. - Nigdzie dziś takich obwarzanek ni kupisie, jak wtedy.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej