Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Gorzów i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Nasi żużlowcy przegrywali właściwie wszystkie momenty startowe, a w konsekwencji zdołali wygrać poszczególne wyścigi indywidualnie zaledwie pięć razy. Próbowali gonić na dystansie, ale wytrwale jeżdżący w niedzielę Protasiewicz, Dudek i Doyle mieli oczy niemal dookoła głowy. W Zielonej Górze było 46:44 dla Stali, tym razem taki sam wynik znów dla gości, w konsekwencji nikt nie zabrał punktu bonusowego.

Jedną rzecz muszę podkreślić. Zdziwiłem się strasznie, że na najważniejszy mecz sezonu przygotowano w Gorzowie tor szkoleniowy. Gorzowski granit tego dnia był suchy jak pieprz i równy jak stół. Decydował na nim start i rozegranie pierwszego łuku. Nie było na nim luźnej, wilgotnej nawierzchni, dzięki której waleczni Iversen, Zmarzlik i Kasprzak mogliby oprzeć koło i mijać rywali pod bandą. W niedzielę owal przy ul. Śląskiej w Gorzowie był przygotowany tak jak zazwyczaj przygotowują tor w Zielonej Górze. I dlatego pierwszy raz od lat doskonały występ zanotował Piotr Protasiewicz oraz startowiec Jason Doyle. Słaba jazda na tego rodzaju nawierzchni nie przystoi drużynie, która ma w swoich szeregach czterech zawodników z cyklu Grand Prix, ale warto w tym miejscu przypomnieć nasze tegoroczne występy na podobnie przygotowanych torach. W Grudziądzu było lanie do trzydziestu sześciu oczek, w Poznaniu, gdzie ściga się Sparta, szczęśliwie - po początkowej dominacji - udało się utrzymać remis, a w rewanżu wrocławska ekipa Piotra Barona, do czasu opadów deszczu w końcówce spotkania, była równorzędnym rywalem, pomimo absencji Maksyma Drabika oraz słabnącego z wyścigu na wyścig Macieja Janowskiego.

Czy zła passa się odwróci? Szybko się o tym przekonamy, albowiem przed Stalą pojedynek z Rybnikiem, który większość meczów rozgrywa w tumanach kurzu.

Niedzielne spotkanie przejdzie jednak do historii jako jedno z najbardziej emocjonujących spotkań w historii pojedynków gorzowsko-zielonogórskich. Słowa pochwały należą się przede wszystkim zespołowi Falubazowu, albowiem niemal w trzy osoby rozbili faworytów tegorocznych rozgrywek i udowodnili, że w teamie Marka Cieślaka drzemie olbrzymi potencjał. Potencjał na finał ekstraligi, w którym wystąpi najprawdopodobniej Jarosław Hampel. Po jego powrocie Falubaz będzie niemal ekipą kompletną, którą stać będzie na zwycięstwo na każdym torze.

Przed Gorzowem wiele pracy, ale też sporo dni do najważniejszych spotkań w tym roku. Cieszy fakt, że po klęsce z Zieloną Górą w końcu formą w tym roku błysnęli w rozgrywkach ligowych w Danii Michael Jepsen Jensen i Przemysław Pawlicki. Trzy tygodnie jakie pozostają do meczów półfinałowych to w świecie żużla szmat czasu. Czasu w jakim można zbudować nawet mistrzowską formę.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.