Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Gorzowski sport i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Teraz było tylko 46 do 44 (przed laty to była masakra "Myszki Miki"), ale mecz oglądaliśmy zacięty jak mało który, a wynik był niewiadomą do ostatniego, piętnastego biegu. Muszę przyznać, że zaskoczyli mnie zielonogórscy kibice - sektor szalikowców, a raczej zielonokoszulkowców, liczył na oko około 5 tysięcy ludzi. Ich doping przypominał ten sprzed lat na londyńskim Wembley (słynny "ryk Wembley"). Fani Falubazu - co muszę uczciwie przyznać - nie mają sobie równych w całej ekstralidze.

To był też pojedynek dwóch wielkich indywidualności polskiego speedway'a - Bartka Zmarzlika i Patryka Dudka. Obaj pokazali, że są obecnie najlepszymi żużlowcami w Polsce, a kto ich ma, może myśleć o mistrzowskiej koronie. Wygrała Stal, bo ma prawdziwy zespół, podczas gdy Falubaz miał tak naprawdę tylko dwóch zawodników.

Negatywnym bohaterem meczu byli zbiorowo wszyscy ci, którzy odpowiadali za przygotowanie toru. Było od początku wiadomo, że nawierzchnia będzie betonowa, bo przedwcześnie powracający po kontuzji Piotr Protasiewicz na "kopie" nie dałby sobie rady. Prace torowe zakończyły się jednak porażką. Tor na pierwszym łuku miał potężną koleinę, a i na drugim nie był równy na całej szerokości, tak jak to stanowi regulamin. Dziury były widoczne od pierwszego biegu i to się zdarza, bo w upale twardy tor przygotować jest bardzo trudno. Nie wierzę w to, że doświadczony Marek Cieślak świadomie dopuścił do ścigania na dziurach, bo zgodnie ze starym przysłowiem, wpada w mnie ten, kto je wykopał. Nie winię też toromistrza, bo można bardzo chcieć, a w trakcie meczu okazuje się, że nie wyszło. Winię natomiast sędziego zawodów i komisarza toru. Oni są bowiem po to, aby do ścigania się na dziurawym torze nie dopuścić, bo dziury wypaczają wynik i grożą ciężkimi kontuzjami. Pytanie jest więc proste: co zrobili obaj panowie, że nie reagowali na to, co było oczywiste dla wszystkich kibiców? Dlaczego nie zrobiono przerwy, aby tor poprawić? Dlaczego komisarz toru nie protestował? Po jaka cholerę jest więc taka funkcja? Obaj powinni za to beknąć, bo to oni są głównymi odpowiedzialnymi za to, że zawody były pełne upadków i niebezpiecznych sytuacji.

Chwała Stali, że dała sobie radę na obcym, tak trudnym torze i z tak trudnym przeciwnikiem. Chwała też Falubazowi za walkę do końca i włożone serce, pomimo wielu przeciwności losu (kontuzje Hampela, Larsena i dyskwalifikacja Łoktajewa). Pięknie byłoby rywalizować z nimi co najmniej w półfinale play-off.

Na koniec specjalne podziękowania dla senatora Roberta Dowhana za serdeczne przyjęcie - zresztą jak zawsze - gości z Gorzowa. Dzięki takim ludziom jak on, pełnym pasji, ale wolnych od zacietrzewienia, być może kiedyś lubuskie derby będą wojną, ale wyłącznie świętą.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.