Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Gorzowski sport i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Jeszcze tydzień temu murowanym faworytem była drużyna Unii Leszno, ale poważna kontuzja jednego z jej liderów Emila Sajfutdinowa spowodowała, że szanse obu zespołów są na dziś bardziej na remis.

Stal Gorzów ma zespół bardziej wyrównany, gdzie pierwszą linię będą tworzyli zawodnicy, którzy raczej nie zawiodą. To Zmarzlik, Iversen i Zagar. Druga linia - Jensen, Kasprzak i Przemysław Pawlicki - na papierze wygląda bardzo dobrze, ale pierwsze ich występy są niepokojące. Starszy z braci Pawlickich prezentował się bardziej niż mizernie, a i Kasprzak w memoriale Jancarza momentami jechał jak dziecko na skuterze. No i forma Adriana Cyfera, czyli drugiego juniora, też jest zagadką, bo jego memoriałowy występ to była katastrofa.

Jeśli chodzi o Leszno, to lukę po Sajfutdinowie ma zapełnić Tobiasz Musielak. "Tofik" to jednak taki zawodnik, co potrafi przywieźć dwie trójki pod rząd, ale też bywa, że jego występy są bardziej urozmaicone - zero, defekt, taśma, upadek, wykluczenie... Lider Leszna, czyli Nicki Pedersen, jedzie ostatnio jak cyborg, podobnie Piotr Pawlicki. Trzeci muszkieter "Byków" Peter Kildemand wprawdzie wystartuje, ale po upadku w Gorzowie nie wiadomo w jakim będzie stanie. Druga linia Leszna, czyli Zengota i Musielak właśnie prezentuje się gorzej niż nasi, a i Zmarzlik z Cyferem powinni się uporać z juniorami Unii (Smektała, Kubera), choć tych młodzieńców nie można lekceważyć, bo to talenciaki czystej wody.

Mecz powinien być zatem na styku, co oznacza, że najbardziej prawdopodobny będzie remis. No chyba, że znajdą się w obu zespołach zawodnicy, którzy "dadzą ciała". W takiej sytuacji wygrają ci, którzy nie będą mieli dziur w składzie.

Nasi bracia mniejsi, czyli zielonogórski Falubaz, spotkają się w niedzielę na swoim torze ze Spartą Wrocław. Jeszcze niedawno wynik spotkania był prosty do przewidzenia - wygrana Falubazu. Jednak brak Hampela sytuację komplikuje. Wrocław ma trzy strzelby - Woffindena, Janowskiego i Maksyma Drabika, ale za to fatalną druga linię (Morris, Woźniak, Jędrzejak). Mimo to wygrana wrocławian jest mało prawdopodobna, bo siła Falubazu nawet bez Hampela jest ogromna. Dudek jest w życiowej formie, a to, co pokazał w Gorzowie na memoriale budzi i zachwyt i podziw. Protasiewicz i Pieszczek u siebie też powinni być bardzo mocni. Nie jest znana forma Doyla, Karpowa i Larsena, ale cała trójka to zawodnicy z dużym potencjałem. To właśnie oni zadecydują o wyniku spotkania. Stawiam na wygraną zielonogórzan, choć mecz, mając na uwadze możliwości wspomnianej wyżej trójki wrocławian, może przyprawić fanatycznych kibiców Falubazu o palpitację serca.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.