Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Gorzowski sport i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Po spotkaniach z mieszkańcami niewiele uwzględniono uwag i propozycji. Poznaliśmy zdanie lokalnych fachowców od turystyki, miłośników rowerów czy skateparków. Znają się na rzeczy i bez wynajętej firmy zewnętrznej mogą wskazać jak rekreację rozwijać. Wiadomo, że propagowania zdrowego stylu życia nie należy opierać wyłącznie na klubach sportowych, a tak to zakłada i na tym skupiła się nasza strategia.

Przyjrzyjmy się sportowi wyczynowego i młodzieżowemu. Opisuję losy naszych sportowców od 25 lat, tak ubogo jak teraz nigdy w Gorzowie nie było.

Przyjęta strategia ma być drogowskazem na aż dziesięć najbliższych lat. Wyznaczanie w niej Kluczowych Dyscyplin Sportowych jest, według mnie, wyłącznie ograniczeniem, a nie szansą na rozwój kogokolwiek innego. Nabraliśmy się na głosy tych, którzy różnymi sposobami próbowali załatwić swoje interesy, zachować swoją pozycję i jak widać to im się udało. - Gorzów jest biedny, nie stać nas na coś więcej, dlatego utrzymajmy to, co mamy - słyszeliśmy.

A co mamy? Dobry żużel, kiedyś mocno wspierany przez miasto, ale równolegle konsekwentnie budujący zaplecze organizacyjne i swoją markę. Kilku olimpijczyków... I co jeszcze? Gdzie iść co tydzień, z kim się utożsamiać?

Wróćmy do konsultacji. - Nie łączmy sportu wyczynowego z młodzieżowym, bo to nie ma sensu. Można mieć i tysiąc dzieci, tylko kto oceni jakość tego szkolenia, przełożenia na siłę seniorskiej drużyny? - pytał Paweł Wiśniewski, znany wuefista z pierwszego ogólniaka.

Szczęśliwcy ujęci w KDS nie muszą mieć żadnego wsparcia sponsorskiego! Jednemu z gorzowskich trenerów nawet wymsknęło się, że w jego klubie jest trudno i może miasto przysłałoby swojego menedżera...

Jeśli miasto zakłada sobie w strategii, że najważniejsze drużyny może utrzymywać w całości, to niech postawi na ligę mistrzów świata siatkarzy, przeżywających boom piłkarzy ręcznych czy dobrą piłkę.

Nasz siatkarz Krzysztof Kocik obecnie trener w UKS Set, grał we Francji. Tam poznał system wsparcia dla sportu. Od tego momentu marzy, aby podobne zasady, spisane na jednej kartce, przyjął jego Gorzów.

Wydawało się, że zasady są proste i logiczne, o nich mówił Kocik: nie potrzeba żadnych KDS-ów, a światłego, bezstronnego urzędnika, otwartego na regularną współpracę ze wszystkimi sportowcami, który jest w stanie obiektywnie ocenić, na kogo dziś, jutro i za dziesięć lat postawimy, bo to się przecież powinno płynnie zmieniać. Wspierajmy dyscypliny medialne, promujące miasto. Z transmisjami telewizyjnymi, które potrafią ściągnąć kibiców na trybuny. Wspierajmy je sprawiedliwie, nie tylko na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, ale częściowo również w innych momentach rozwoju! W strategii mamy przyznawane punkty na podstawie... procentowej zajętości obiektu podczas organizowanych imprez, a nie liczb bezwzględnych! Radzimy więc organizować mecze dla 199 widzów i wtedy zawsze będzie 100 procent i komplet punktów w tabelce... To jakaś kpina.

Sprawa najważniejsza: wspieramy kluby porządnie, transparentnie zorganizowane, właśnie z jak największą ilością środków własnych, a nie jedynie wyciągające ręce po pieniądze do miasta. Zasada "dacie, to jesteśmy, nie dacie, to nas nie ma" jest drogą donikąd. Dopiero co przeżywaliśmy upadki bumerangów wlatujących z drugiej ligi do ekstraklasy, a będących klubami w teczce, szczęśliwie trafiające w czas, gdy miasto szastało pieniędzmi.

Kasa na sport musi być większa, bez tego i trzy strategie nie wystarczą. Fundusze nie są zbyt rozproszone, jak czytamy w strategii, a jest ich zwyczajnie za mało. Pieniądze muszą jednak płynąć do tych, którzy się rozwijają. Miasto powinno natychmiast reagować, widząc dyscypliny starające się o awanse (aktualnie męska piłka ręczna i piłka nożna), albo widząc prawidłowy rozwój obecnych.

Gorzów na lata skazany na żużel, koszykówkę kobiet, piłkę nożną nie wiadomo na jakim poziomie i oglądane jedynie w telewizji rodzynki światowej klasy w sportach wodnych? To brzmi jak wyrok. Cóż, zostaniemy zmuszeni, aby dalej organizować wycieczki na stadiony i do hal pełnych wrażeń w Szczecinie, Poznaniu czy Zielonej Górze.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.