Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Gorzowski sport i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Alina Czyżewska z ruchu Ludzi dla Miasta na nadzwyczajną sesję rady miasta w bibliotece, której jedynym punktem było przyjęcie lub nie sportowej strategii, przyszła z własnym laptopem i prezentacją. Próbowała udowodnić, że ten dokument do niczego się nie nadaje, zawiera zbyt wiele ogólników, nie myśli o sporcie szeroko pojętym, a jedynie o klubach, bo nie zrobili go fachowcy, a zapłacenie za niego 50 tys. zł to zwyczajny skandal. - Mamy przykłady z Polski, że nieudana strategia po prostu została odrzucona i teraz pisze się nową, razem z mieszkańcami. Cały czas nasi radni mogą zrobić to samo - apelowała Czyżewska.

Dla niektórych - np. dla architekta Jerzego Kaszycy - jej występ był szokujący i niegodny sali sesyjnej. Na szczęście inni wykazali się większym rozsądkiem i dali się wypowiedzieć wszystkim chętnym, bo pani Alina może i momentami zbyt emocjonalna, ale w niektórych punktach trudno się z nią nie zgodzić.

Za ostatecznie przyjętą strategią będzie się ciągnąć, że stworzyła ją firma, której szefuje Piotr Matecki, związany z akademią piłkarską Stali Gorzów. Do tego firma bez większego doświadczenia w tworzeniu takich dokumentów.

Kolejny raz mogliśmy się też przekonać, że strategia ma zbyt szeroki zakres. Ewidentnie, własnymi siłami, a nie firmy zewnętrznej, powinny powstać osobne dokumenty dla sporty kwalifikowanego, rekreacji oraz turystyki. Grupa jak najbardziej obiektywnych fachowców - takiego ciała zdecydowanie zabrakło przy tworzeniu właśnie przyjętej strategii - mogłaby wytyczyć drogi rozwoju znacznie bardziej szczegółowo, wykorzystując większą znajomość tematu.

- Cenne jest jednak to, że ten dokument zaczął godzić gorzowskie środowisko sportowe, zrobiliśmy pierwszy krok, a teraz musimy zrobić wszystko, aby to była żywa strategia, co roku weryfikowana - powiedział prezydent Gorzowa Jacek Wójcicki.

Czy faktycznie przedstawiciele sportowców mówią o tym dokumencie z entuzjazmem, gdzie np. Kluczowe Dyscypliny Sportowe wskazują na utrzymanie aktualnego marnego stanu gorzowskiego sportu, a nie na wizję rozwoju na najbliższe aż dziesięć lat? - Cieszymy się, że w ogóle coś powstało, bo przez ostatnie lata nie mogliśmy się doczekać jakiegokolwiek dokumentu próbującego porządkować sprawy sportu w mieście - usłyszeliśmy od jednego z prezesów. - Też liczymy, że to będzie początek dalszej dyskusji czego tak naprawdę chcemy w Gorzowie i na co nasze miasto stać. Oczywiście duża w tym rola przedstawicieli klubów. Musimy być silnymi organizacjami, pozyskiwać sponsorów, a miasto ma być istotnym filarem, dzięki któremu będziemy walczyli o najwyższe cele. Czy kluczowe dyscypliny to jest dobry pomysł? Raczej to powinny być obiektywne, wyliczalne wytyczne, co musimy zrobić, aby miasto się nami interesowało, liczyło się z nami, chciało się przez naszą dyscyplinę promować. Zachowanie aktualnego, niezbyt ciekawego stanu rzeczy to raczej nie jest dobry plan na rozwój.

Nowa hala jednak nie przy PWSZ?


Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.