Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podyskutuj z autorem tekstu. @KamilSialkowski na Twitterze



28 stron w kolorze, na kredowym papierze. Do gazetki dołączona jest też mapka.

Zgodnie z tradycją przed wyborami urzędujący prezydent Tadeusz Jędrzejczak wysłał do mieszkańców Gorzowa najnowszy egzemplarz samorządowego miesięcznika "GWS". - To już czwarta taka publikacja [za każdym razem na koniec kadencji - przyp. red.]. Trafi do skrzynki każdego mieszkańca - podkreśla Anna Zaleska, dyrektor gabinetu prezydenta Gorzowa.

Promocja prezydenta na koszt mieszkańców

Ile kosztował druk listopadowego wydania specjalnego "Gorzowskich Wiadomości Samorządowych"? - zapytałem.

Druk i skład to wydatek ok. 40 tys. zł (pieniądze te były zapisane w budżecie miasta 2014 r. - zaznaczyła od razu dyrektor gabinetu prezydenta). Sam kolportaż (do każdej skrzynki pocztowej) kosztował ok. 6 tys. zł. Praktycznie tyle samo wyniosły koszty całego październikowego wydania "GWS" - druk i skład za ok. 6,6 tys., kolportaż we własnym zakresie.

Z danych przekazanych przez magistrat wynika, że wydanie specjalne wyszło w nakładzie 50 tys. Poprzedni numer to... 8 tys. egzemplarzy.

Jędrzejczak chwali się i... przeprasza

Trudno nie traktować tego wydawnictwa jako ulotki wyborczej, skoro prezydent Jędrzejczak już w pierwszym zdaniu specjalnej odezwy zaznacza, że cztery lata temu zobowiązał się przedstawić sprawozdanie z realizacji swego programu wyborczego "Gorzów Twój i mój".

My wyborcze obietnice Jędrzejczaka przeanalizowaliśmy wcześniej [CZYTAJ TUTAJ]



Sprawozdanie ocieka optymizmem, ale Jędrzejczak bije się też w pierś i trochę asekuruje. "Choć nie zabrakło mi chęci ani woli w realizacji programu, czynniki obiektywne i polityczne zdecydowały, że w połowie kadencji cały wysiłek skierowałem na pozyskanie pieniędzy z nowej unijnej perspektywy finansowej" - zaznacza prezydent Gorzowa na trzeciej stronie. "Przepraszam więc, że nie wszystko, co planowałem zostało zrealizowane, ale w zamian zostały wykonane projekty, na które mogliśmy wykorzystać fundusze z budżetu państwa lub programów unijnych" - czytam dalej.

Wygląda na to, że sam Jędrzejczak czuje, że to jego najsłabsza kadencja i za bardzo nie ma czym się pochwalić przed mieszkańcami.

Meszki, komary, niedokończona galeria - to sukcesy Gorzowa?

Warto wczytać się w treść, a nie tylko patrzeć na kolorowe obrazki.

W wydaniu specjalnym "GWS" znajdziemy oczywiście flagowe inwestycje, jak filharmonia, bulwar wschodni (rozpoczęte jeszcze w czasie poprzedniej kadencji, ale zakończone kilka miesięcy po wyborach) czy rozbudowa stadionu żużlowego (wmurowanie kamienia węgielnego odbyło się jeszcze przed wyborami w 2010 r.).

Jest też dużo spraw (jak choćby inwestycje straży pożarnej czy budowa Archiwum Państwowego), do których miasto się w jakiś tam sposób "dokładało" - finansowo czy duchowo... Widzimy inwestycje, które po prostu wokół Gorzowa powstały (np. droga S3), a na które magistrat wpływu nie miał żadnego. Miasto chwali się też tym, co samemu kiedyś planowało, a wcześniej udało się to zrobić prywatnym przedsiębiorcom (np. marina).

Im dalej, tym zabawniej. W poszukiwaniu zasług ktoś się wyraźnie zagalopował... Można wywnioskować, że zasługą prezydenta (w temacie "kultura") jest nawet to, że - tu cytat - "wspólnie obchodziliśmy jubileusze: 10-lecia członkostwa Polski w Unii Europejskiej oraz 25-lecia Święta Wolności". W wątku "bezpieczeństwo" nie mniej radująca wieść, że w Gorzowie "regularnie są prowadzone opryski przeciw meszkom i komarom". W działce "inwestorzy" też ciekawie. Sukcesem jest to, że "trwa budowa nowej galerii handlowej na Górczynie". Fakt, trwa. Ba, pierwsze wizualizacje (wtedy jeszcze galerii Piast) pokazano długo przed poprzednimi wyborami w 2010 r. Uznawanie tego za coś na kształt sukcesu jest raczej ponurym żartem.

Miasto się tłumaczy

Skąd pomysł na taki raport? - zapytałem służby prasowe prezydenta. Anna Zaleska odpowiedziała: "Od wielu lat przed zakończeniem kadencji organy wykonawcze składają sprawozdanie ze swojej działalności, co przez sądy jest uznawane za uprawnione działanie."

Na mapce dołączonej do urzędowego miesięcznika pokazano dokonania miasta nie tylko z ostatniej kadencji, ale wszystkie ważne sprawy odkąd prezydentem jest Tadeusz Jędrzejczak. Data graniczna: rok 1998.

Tłumaczenie magistratu: "Zamieszczenie na mapie obok inwestycji zrealizowanych w latach 2010-2014 również tych, które podejmowane były wcześniej podyktowane było następującymi przesłankami: inwestycje realizowane w ostatnich latach były często logiczną kontynuacją, a bywało nawet, że wprost kolejnymi etapami inwestycji z lat wcześniejszych; plany strategiczne miasta, które obowiązywały od 2004 roku są z jednej strony podstawą planów na lata przyszłe, a z drugiej strony stanowiły nowelizację strategii rozwojowych opracowanych pod koniec lat 90. i przyjętych na początku lat 2000. Z tego względu intencją opracowujących mapę było ukazanie spójnego procesu planowania w Gorzowie Wlkp."

Na odwrocie mapki znajdziemy z kolei plany na przyszłość, czyli podstawy programu wyborczego Jędrzejczaka - Zintegrowane Inwestycje Terytorialne oraz plan transportowy.

Wybory samorządowe 2014 - zobacz nasz dział! [KLIKNIJ TUTAJ]



Dla "Wyborczej"

komentuje Norbert Maliszewski

specjalista ds. marketingu politycznego, psycholog społeczny, publicysta i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego




"Reelekcja w wyborach na prezydenta miasta to niemal reguła. Powodem nie jest tylko to, że urzędujący prezydent to osoba bardziej popularna niż kontrkandydaci, sprawdzona na urzędzie, ale dysponuje różnego rodzaju mechanizmami służącymi własnej promocji. Przecinanie wstęgi podczas oddawania inwestycji w miesiącu wyborczym to przykład. Innym są biuletyny, gazetki, pisma samorządowe, które promują danego urzędnika. Nie łamią one prawa, ale są niezgodne z jego duchem. Takie praktyki są powszechne, ale świadczą o niskiej kulturze politycznej. Prezydenci nadużywają swoich stanowisk, ale czynią to tak, aby nie złamać prawa. To tak jak niegdyś reklamy piwa bezalkoholowego, tylko polityczne.

Publikacje wychwalające dokonania prezydenta w czasopiśmie samorządowym tuż przed wyborami przypominają kryptoreklamę. Trudno udowodnić, że to reklama, a nie artykuł prasowy, więc nie czynią tego nawet kontrkandydaci. Można uznać, że mamy do czynienia z naginaniem zasad kultury politycznej rywalizacji i transparentności wydatków na kampanię.

Usprawiedliwieniem nie jest to, że takie działania są powszechne. Podlegają ono jedynie osądom moralnym ze strony wyborców, więc to oni muszą pokazać, że niekoniecznie są one opłacalne.

Ważna jest też rola mediów, aby to napiętnować, gdyż łamane są normy moralne."

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.